niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 3


oczami  Kathy 
- Zamknij się, kurwa! –usłyszałam.
Poczułam dziwną chęć odpyskowania mu.
- Co ty sobie myślisz pojebany chuju! - krzyknęłam - Możesz na mnie nie krzyczeć?!
 - Ta, nie krzyczałbym na ciebie idiotko, jakbyś tak nie piała! - powiedział chamsko.
- A ja już myślałam, że powiesz, że jestem dziwką! – odpyskowałam - A tak w ogóle to od kiedy gwałciciel gada ze swoją ofiarą?! - krzyknęłam.
- Mam w dupie twoje urojenia - powiedział oschle - mnie tylko zależy żebyś psom nic nie wygadała - powiedział.
- Hahah, a co niby zrobiłeś idioto! - głośno powiedziałam.
- Nie tym tonem suko! - powiedział zaciskając ręce na kierownicy. Zauważyłam, że jego mięśnie się napinają - A tak w ogóle to co ty tu robiłaś w środku nocy? - zapytał trochę łagodniej.
- Wiesz, księżyc podziwiałam - powiedziałam z ironią - A co cię to obchodzi? Odpierdol się ode mnie! - krzyknęłam.
- Wiesz co, zachowujesz się jak porąbana suka! Pytam się co robiłaś tu w środku nocy?! – krzyknął groźnie.
- A jak ci powiem, to mnie nie wsypiesz? - zapytałam oschle.
- Przypominam ci, że ty zawsze możesz napierdolić glinom, że cię porwałem! Ale to już by nie było na twoją korzyść! - powiedział wyniośle.
- Ha, a co mi niby możesz zrobić? - zapytałam rozbawiona.
- Wszystko! - krzyknął.
- No to proszę bardzo! Wymieniaj! - krzyknęłam - Mamy czas.
- Zgwałcić, zabić, pobić, zniszczyć, pozabijać twoich bliskich. Wymieniać dalej? - zapytał.
- Nie! - odpowiedziałam szybko.
- Ach więc się mnie boisz - odpowiedział rozbawiony.
- Morda w kubeł - krzyknęłam.
- Zignoruję to, bo by to dla ciebie dobrze nie wyszło. To co robiłaś? - zapytał trochę spokojniej.
- Miałam wypadek i trafiłam w drzewo - powiedziałam wściekła.
- Hahah, i ty jeszcze żyjesz? - powiedział ze śmiechem.
- No raczej! - krzyknęłam.
- Nie wierzę! - krzyknął rozbawiony.
- Nie, wiesz co, mój duch jest z tobą - powiedziałam z ironią - Co ty tu robisz? - zapytałam kolejny raz.
- A nie wsypiesz mnie psom? - zapytał niepewnie.
- Jak ja bym cię wsypała to ty byś pewnie mnie też wsypał z wypadkiem, …więc nie powiem - powiedziałam pewnie.
- No dobra… brałem udział w nielegalnym wyścigu i teraz ścigają mnie psy - powiedział śmielej.
- Łuhu! To sobie narobiłeś. Siedziałeś kiedyś? - zapytałam śmielej.
- Chyba cię popierdoliło dziewczynko! - powiedział wkurzony.
- O Matko! Naruszyłam ego waćpana! - udawałam zmartwioną.
- Hahah! Ale śmieszne! - powiedział z ironią.
- A tak w ogóle to jestem Kathy – powiedziałam.
- Louis - powiedział z uśmiechem.
- A ty nie jesteś Louis Tomlinson? - zapytałam.
-Yhym - odpowiedział skupiony na drodze - czuj się zaszczycona.
- Ojej… Siedzę w samochodzie obok tego super sławnego, nie ogarniętego Louisa Tomlinsona! Najlepszego kierowcy! Męskiej prostytutki!  Dasz mi swój autograf, bo sama nie mogę uwierzyć, że cię znam! - krzyczałam jak najgłośniej mogłam.
- Ta, bardzo śmieszne - powiedział i się trochę wkurzył, pewnie za tą prostytutkę.
- A gdzie w ogóle jedziemy? - zapytałam znów niepewnie.
- Do domu - powiedział jakby to było oczywiste.
- Mojego? - zapytałam rozradowana.
- No chyba nie – powiedział unosząc brew.
- No to niby gdzie?! – zapytałam znów wkurzona.
- Do mojego domu - powiedział akcentując słowo „mojego”.
- Zwariowałeś! Odwieź mnie do domu! - krzyknęłam.
- Nie i nie wymyślaj!- krzyknął.
- Idiota - powiedziałam pod nosem.
- Słucham? - powiedział napinając wszystkie swoje mięśnie.
- Nic - odparłam.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Po piętnastu minutach podjechaliśmy pod ogromny dom. Louis z niego wysiadł i otworzył mi drzwi.
- Jaki dżentelmen - powiedziałam sobie iroicznie w myśli. Dom wyglądał tak:

Weszliśmy do środka. Zdjęłam moje adidasy i poszłam za Louisem do pokoju chyba gościnnego. Wyglądał on tak:

 


Louis dał mi koszulkę z Spider Manem i pokazał gdzie łazienka. Zmyłam makijaż, załatwiłam potrzebę fizjologiczną i poszłam się położyć. Po długich próbach w końcu zasnęłam.


Rano:
Obudziłam się wypoczęta. Było około 11:00.  Ubrałam się w moje wczorajsze ciuchy, czyli granatowe szorty, granatową bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii i czerwonego full capa. Włosy zostawiłam rozpuszczone i poczochrane, bo nie miałam czym ich uczesać. Zeszłam na dół, gdzie zastałam Louisa i jakąś dziewczynę. Powiedziałam krótkie: „Cześć”. Od razu Louis dał mi talerzyk z kanapkami. Wcale nie byłam głodna, dlatego odepchnęłam talerz od siebie.
- Czemu nie jesz? – zapytał zdziwiony Louis.
- Bo nie jestem głodna - odpowiedziałam.
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia! - powiedział.
- Ooo, jakiś ty mądry! - zakpiłam.
- Wiem! A tak w ogóle poznajcie się – powiedział i przyciągnął dziewczynę do siebie.
- To jest Hannah, moja kuzynka - A to Kathy, moja yyy…
- Znajoma - dopowiedziałam szybko z szerokim uśmiechem.
- Kathy - wyciągnęłam rękę do dziewczyny - Miło mi - dodałam.
- Hannah! Cieszę się że mogę cię poznać - powiedziała z uśmiechem i uścisnęła moją dłoń. Ja odwzajemniłam tym samym.
Po poznaniu kuzynki Louisa pomyślałam, że się zaprzyjaźnimy. Po krótkiej rozmowie z Hannah, poprosiłam Louisa, aby mnie odwiózł do domu. Ku mojemu zaskoczeniu zrobił to bez marudzenia. Podałam mu adres i pojechaliśmy do mojego małego apartamentu. Wchodząc do domu napotkałam podejrzliwy wzrok Emily. Powiedziałam tylko ciche: „Hej” i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w to:
 SZKOLNO :)
Potem poszłam do kuchni, gdzie przebywała Em:
- No więc… gdzie ty wczoraj byłaś?! – krzyknęła wściekła – Martwiłam się o ciebie!
- No… yyy… na imprezie - powiedziałam pewnie.
- A gdzie rano? - zapytała.
- No byłam pod wpływem alkoholu, więc poszłam spać do hotelu. A tak w ogóle zapomniałam kluczy - powiedziałam.
Na szczęście akurat w tej chwili, która znając życie miałaby być torturą, zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam w kierunku wejścia. W drzwiach stał Nathan z ogromnym bukietem kwiatów. Zaczął mnie przepraszać za wczoraj. A ja oczywiście mu wybaczyłam, ponieważ nie potrafię być na niego zła. Za słodki jest, żeby się na niego gniewać. Zaproponowałam, abyśmy pojechali na konie i jak zawsze zauważyłam grymas na jego twarzy. Jednak po chwili namysłu się zgodził. Zaprosiłam go do środka, w biegu dałam mu buziaka w usta i poszłam się szykować na jazdę konną. Wszystkie moje ciuchy i sprzęty włożyłam do plecaka. Powiedziałam, że możemy już jechać. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy po 30 minutach drogi. Pobiegłam do szatni się przebrać. Po tej czynności poszłam wykupić lekcję. Już po chwili byłam w stajni i wyprowadzałam Piratkę, która była chyba najbardziej upartym koniem w stajni. Podobna do mnie.

Nathan w tym czasie czekał na mnie na ławce. Po dwóch godzinach galopu, którego bardzo mi brakowało, wróciłam do mojego chłopaka i szczęśliwi pojechaliśmy do domu.


/Mari


CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

1 komentarz: