czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 7

Oczami Kathy...
Obudziły mnie poranne promienie wpadające do pokoju. Zdziwiłam się, że leżę na czymś miękkim, ponieważ o ile mi wiadomo to zasypiałam na podłodze. Postanowiłam, że rozstrzygnę tą sprawę później, a na razie odpłynę powtórnie, spokojnie do krainy Morfeusza. Nagle coś się obok mnie poruszyło. Myślałam, że to kot, więc nie otwierałam moich paczadełek. Po chwili to coś położyło ręce na moje takie.
- Przecież kot by mnie w talii nie obejmował!- Powiedziałam sobie w myślach. Z tej okazji otworzyłam moje śliczne oczęta i zobaczyłam widok, którego nigdy bym się nie spodziewała. Obok mnie leżała męska prostytutka Louis Tomlinson. Nie miał na sobie koszulki i ciekawe czego jeszcze. Masa różnych myśli przeszła m do głowy:
,, Co tu się w nocy działo?''
,, Czy ja się z nim przespałam?''
,, Przecież ja zasypiałam na podłodze, to co tu teraz robię? ''

Jedyna myśl, która przyszła mi akurat to głowy, to sprawdzić czy mam na sobie ubrania. Na szczęście leżały odpowiednio na swoim miejscu. Postanowiłam  obudzić szatana , ale przed tym przypatrzylam mu się dokładnie.Był na prawdę przystojny. Jego włosy, ułożone zawsze na żel, tym razem luźno spoczywały na jego czole. Miał cienkie usta i zgrabny nosek. Kurwa, ideał... chociaż nie.  Charakter tego idioty to porażka. Ciągle mnie wkurwia i zaczepia. Do tego nazywa mnie dziwką. To znaczy on nią jest, bo każdej nocy ma inna laskę. Niby mu zawsze odpyskuje na jego docinki, ale i tak dla mnie jest zerem. Moje okropne rozmyślania przerwało kogoś, a raczej Tomlinsona ziewanie. Nadal nie otworzył oczu, dlatego przeciągając się uderzył mnie ze swojego ogromnego łapska w głowę. Tego było za wiele. Głośno zasyczałam. Chyba usłyszał, bo otworzył swoje niebieskie gały. Spojrzał na mnie i z zaskoczenia spadł z łóżka. Zaczęłam z niego sobie żarty robić:
- Haha prostytutka Tomlinson spadła z łóżka!
- Ciekawe co by twoje łóżkowe klientki powiedziały!- Miałam z niego ogromną beke. Zapomniałam o tym, że leżałam razem w nim w łóżku. Po chwili Louis wstał i spojrzał na mnie wściekłym i agresywnym  spojrzeniem. Zamilkłam. Po chwili się odezwał:
- Zamknij się! - zaczął ostro.
- Ojej  przepraszam bardzo uraziłam twoją dumę. Wybaczysz mi? - zapytałam z chytrym uśmieszkiem.
- A tak w ogóle, to co robiłaś w moim łóżku skoro zasnęlaś na podłodze?- zapytał.
- Miałam ciebie o to samo zapytać!- krzyknęłam. -A może ty mnie zgwałciłeś? - powiedziałam podejrzliwym tonem.
- No oczywiście! - wykrzyknął zirytowany.- Jak już zasnęłaś to wstrzyknąłem ci środki usypiające i cię przeleciałem!- odpowiedział wściekły.
- Oj Tommo, nie bulwersuj się tak! - zaśmiałam się z niego. Tylko żartowałam.
- No oczywiście!  A może ty lunatykowałaś pojebana idiotko?!- nareszcie powiedział coś realnego. Oczywiście ja- zakręcony człowiek zapomniałam, że prawie codzienność w nocy lunatykuję. Przypomniała mi się historia, jak ostatnio obudziłam się na stole w kuchni. Ale mnie wtedy gnaty bolały!  Zaczęłam się z tego śmiać. Tomlinson patrzył na mnie z mina typu:  WTF?  Po chwili zapytał:
-  Z czego się tak ryjesz?
- A co ciebie to obchodzi?- zapytałam oburzona, ale uśmiechnięta.
- Hmm... - udawał że się zastanawia. Po chwili zaczął wyliczać na palcach:
- Po pierwsze, jesteś w moim pokoju i w moim łóżku.
- Po drugie , mam prawo wiedzieć, bo tak jest napisane w prawie Tomlinsona. - powiedział, a ją wybuchłam śmiechem.
- Masz własne prawo? - zapytałam i ponownie zaczęłam się śmiać.
- Mam!- i zaczął udawać obrażonego. Przypomniało mi się, że nadal jestem w dresach, dlatego postanowiłam pójść do łazienki i zrobić poranną toaletę. Wyszłam z łóżka i podeszłam do szafki, na której leżała moja torba. Wyciągnęłam kosmetyczkę i ubrania. Poszłam do łazienki. Załatwiłam tam potrzebę fizjologiczną i starannie rozczesałam moje śliczne i niepowtarzalne włosy. Uczyłam jeszcze zęby i ubrałam wcześniej uszykowane ciuchy, czyli to:  ( wybierz jakiś zestaw)  i poszłam na dół do kuchni. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam tam Hannah, Emily i wkurwionego Tomlinsona.
- No ile można siedzieć w łazience!?- krzyknął.
- Nie drzyj się tak, to po pierwsze. Kobiety zawsze są długo w łazience!  Zapamiętaj to! - wykrzyknęłam.
- Nie no!  Jak ją jej zaraz przypierdole w ten głupi łeb to popamięta mnie i zmieni ton.- jego przy były prawie czarne.
- Ojej Louis, jak możesz! To ty się chcesz sam bić po główce?  Ojej biedny, będzie cię boleć !- udawałam zrozpaczoną, ale na moich usteczkach dalej gościł chytry uśmieszek. Chyba naprawdę się wkurzył, bo zrobił się cały czerwony i zacisnął pięści.
- Ojej Louis!  Ją wiem, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie, ale żeby się rumienić na mój widok ? - Jak ją uwielbiam go wnerwiać. Nagle Tommo wziął słoik miodu stojącego na miodzie. Podszedł do mnie bardzo blisko. Myślałam że obleje mi nim bluzkę, ale się myliłam. Ten pojebany, niemyślący idiota wylał mi ten miód na włosy. Szybko pobiegłam do łazienki i próbowałam to zmyć na wszystkie możliwe sposoby. Słyszałam jak Hannah krzyczy na Louisa. Postanowiłam pojechać do fryzjerki. Poszłam po Emilii do kuchni mając kaptur na moich biednych włosach. Na Louisa nawet nie spojrzałam. Byłam taka wściekła. Powiedziałam mojej przyjaciółce, że muszę jechać do fryzjera. Postanowiła pojechać że mną. Pożegnaliśmy się z Hannah, omijając szerokim łukiem Louisa i zamówiłyśmy taksówkę. Przyjechała po paru minutach. Wsiadłam do niej i powiedziałam kierowcy, aby zawiózł nas do centrum. Poszliśmy do galerii i pokierowałyśmy się do salonu fryzury. Gdy mnie dziewczyna obcinająca włosy zobaczyła prawie zemdlała. No tak, przecież nie codziennie widzi się dziewczynę, która ma włosy posklejane miodem. Przyjęła mnie od razu. Na szczęście nie musiałam ich odcinać na tak zwaną "bombkę". Wystarczyło obciąć końcówki. Zadowolona poszłam razem z moją BFF na kawę mrożoną.  Potem na małe zakupy i do domu. Będąc w moim pokoju zaczęłam przymierzać kupione ubrania. Wszystkie leżały idealnie. Nagle do mojego pokoju wbiegła podekscytowana Emilii i powiedziała, że idzie na imprezę. Dziś nie miałam na nią ochoty, dlatego moja przyjaciółka postanowiła zadzwonić do Hannah. Kuzynka pojebańca miała u nas być o 17: 00, aby mogły się uszykować na imprezę i zrobić sobie domowe SPA.  Do czasu jej przyjścia oglądałyśmy filmy przed telewizorem. Gdy zawitała w nasze progi rozpoczęło się robienie maseczek, paznokci, makijaży i fryzur. Wychodząc z domu wyglądały jak milion dolarów. Ja poszłam do mojego pokoju i włączyłam laptopów. Weszłam na facebooka, aska i sprawdziłam pocztę. Zaczęłam oglądać jakieś denne filmiki na youtube. Po pewnym  ponieważ tylko to znalazłam do zjedzenia na obecną chwilę.  Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Leniwie poczłapałam w ich stronę. Otworzyłam i zamarłam. W drzwiach stał Louis. Już chciałam je zamknąć, ale postawił nogę.
- Mogę wejść? - zapytał.
- Po co? - zapytałam wściekła.
- Bo musimy pogadać! - odpowiedział zniecierpliwiony.
- O czym?- nie dawałam za wygraną. Znów zacisnął pięści. 
- Kurwa Kathy, wpuścisz mnie czy nie! ?
- No dobra właź!- powiedziałam i poszłam w głąb mieszkania. On podążał za mną. Poszliśmy do kuchni.
- No więc, o czym chciałeś ze mną gadać? - spytałam.
- Yyy... jakby to powiedzieć...-nie mógł się wystawić.
- No szybciej! Jestem zajętym człowiekiem! - ponaglałam go.
- Yyy... chciałem cię przeprosić za ten miód. - nie wierzę on przeprasza. - no i troszeczkę mnie poniosło.- mówił niepewnie.
- Wybaczysz mi?  - zapytał.
- Wiesz ile ja przez ciebie włosów straciłam! - wykrzyknęłam.
- Wiem i wybacz mi! - gadał. W końcu ulegałam.
- Dobra, ale pod jednym warunkiem.- powiedziałam z chytrym uśmiechem.
- Co chcesz?  Zapytał zrezygnowany.
- Ach więc, przez najbliższe trzy miesiące spełniasz każde moje życzenia i zachcianki.
- Cooo! - krzyknął.
- No co?  Kara musi być! - powiedziałam zwycięsko.
- No to chyba ciebie pojebało!- wykrzyknął.
- To raczej ciebie!
- Niby dlaczego?!-zapytał.
- Czy normalny człowiek wylewa komuś miód na włosy1- Na te słowa  przewrócił teatralnie oczami. Odezwał się:
- No ile mam cię za to?!
-Pierdol się! – krzyknęłam i już chciałam iść do mojego pokoju, ale poczułam mocne szarpnięcie za nadgarstki. Stałam twarz w twarz z szatynem. Nagle wbił się w moje usta. a. Oszołomiona całą sytuacją odwzajemniłam to. Na szczęście po chwili się pamiętam i go z całej siły odepchnęłam. Poleciał na szklany stolik i uderzył głową o kant blatu. Stracił przytomność.
                                                                          


Hej Hej Hej! Tu Marii. Nareszcie dodałam nowy rozdział. Niestety, Wiki zrezygnowała z prowadzenia tego bloga, dlatego zostałam sama. Rozdziały będą rzadkom, dlatego, że mam przyjaciół i to z nimi chcę spędzać jak najwięcej czasu... Mam nadzieję, że jakoś dam radę i podołam pisaniu One Love One Goal sama.

Czytasz=Komentujesz

Marii.xD

wtorek, 20 maja 2014

Przepraszamy!

Hej tu Marii. Mam dla /Was smutną wiadomość. Od jakiegoś mie/siąca nie było już rozdziałów. Byłam /w szpitalu... Ale r/ozdział już piszę. Pojawi się napewno w przyszłym tygodniu ! Jeszcze r/az sorry :(

+++++
/Łał nie /wierze mamy już /ponad 1000 wyświetleń. Dziękujemy! Kochamy <3



niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 6

Oczami Kathy

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Jak ja nienawidzę, gdy ktoś przerywa mi sen! Wściekła poszłam w kierunku wejścia.
- Cześć, księżniczko! - powiedział Nathan i pocałował mnie w policzek.
Wielki uśmiech od razu zagościł na mojej twarzy.
- Hejka, nie wiedziałam, że przyjdziesz.
- A mam sobie iść?
- Nie, nie o to mi chodzi. Fajnie, że przyszedłeś.
- Coś ty taka zaspana? - zapytał, gdy weszliśmy do salonu.
- Obudziłeś mnie królewiczu.
- Przepraszam, damo mego serca! Nigdy sobie tego nie wybaczę!
Oboje wybuchliśmy śmiechem, ale chwilę radości przerwał dzwonek mojego telefonu.
- Zaraz przyjdę - powiedziałam do Natha i wyciągnęłam telefon z torebki, która leżała pod stołem. Gdy zobaczyłam, że to Hannah, pobiegłam po schodach do pokoju, aby Nath nie usłyszał rozmowy, gdyż nie wiedziałam o czym ona będzie.
- Hejka! - powiedziałam po odebraniu połączenia.
- No cześć! Jesteście zajęte dzisiaj wieczorem? - zapytała Han.
- Yyy…raczej nie, a co?
- Bo chciałam się odwdzięczyć za imprezę i Louis pozwolił mi was zaprosić do domu.
- On też będzie? - zapytałam zmartwiona, po prostu nie lubiłam debila.
- Nie wiem, podobno ma gdzieś jechać, ale z nim to nigdy nic nie wiadomo.
- Okey, ale proszę, nie załatwiaj alkoholu, bo wiesz jak to ze mną jest. Jeszcze wylądujemy na drugim końcu kraju.
- Możecie zanocować tutaj, jest przecież miejsce.
- Stoi - powiedziałam zadowolona, że nie będę nudziła się wieczorem i szybko pożegnałam się z Hannah.
Już chciałam wybierać ciuchy na wieczór, gdy przypomniałam sobie o chłopaku, czekającym na dole.
- Sorry, że musiałeś tak długo czekać - powiedziałam, zbiegając po schodach.
- Nie szkodzi. Wyjdziemy gdzieś dzisiaj wieczorem?
- No…yyy…ja, ten…muszę iść do pracy - wypaliłam, nie myśląc dokładnie nad tymi słowami.
- Ty pracujesz? Dlaczego nic nie powiedziałaś?
- No bo nie chciałam żeby ktoś się dowiedział - powiedziałam pierwsze, co mi przyszło do głowy.
- A co to za praca?
No to wpadłam! Po jaką cholerę mówiłam mu o pracy?! Mogłam powiedzieć, że źle się czuje, a nie wymyślam jakieś denne historyjki.
- W kawiarni - odpowiedziałam i przygryzłam wargę, oby nie zauważył zdenerwowania, bo będzie po mnie.
- Jakiej i gdzie?
- Czy to jest przesłuchanie?
- Nie, chcę cię odwiedzić i przy okazji mogę cię podwieźć, chyba że to gdzieś w pobliżu.
- Ale tam nie można zapraszać znajomych - powiedziałam już zmęczona tą sytuacją.
- No to możemy udawać, że się nie znamy.
- Nathan, ja nie chcę mieć kłopotów w pracy już w pierwszym tygodniu!
- Dobrze, nie denerwuj się - powiedział chłopak i podszedł do mnie. - Czemu jesteś taka zdenerwowana?
Wiedziałam kurwa, że zauważy! Jak czegoś nie wymyślę, to wszystko się wyda i znowu się pokłócimy.
- Miałam ciężki dzień, nic ważnego.
- Już jestem! - usłyszałam krzyk Emily. - Kathy, czy możesz mi powiedzieć, co to miało być z tym Louisem?! Od kiedy wy chodzicie?! - krzyczała idąc przez korytarz, jaka szkoda, że nie wiedziała o wizycie Natha.
- Jakim Louisem? Kto z kim chodzi? - pytał zaskoczony Nathan.
- Nie, nie, nic. Emily żartuje sobie, prawda kochana? - powiedziałam, patrząc błagalnym wzrokiem na Em.
- Co? Ja nie żartowałam! Odpowiedz mi o twoim nowym chłopaku!
- Ale ja nie mam nowego chłopaka! - wydarłam się.
- Czy ktoś mi powie, o co chodzi?  - zapytał mój prawdziwy chłopak.
- Zostaw nas same - powiedziałam do Natha.
- Najpierw powiedz o co chodzi! - krzyknął.
- Nic ważnego! - wydarłam się.
- Twoja przyjaciółka mówi, że masz innego chłopaka, a ty do mnie nic ważnego?! Jak dla mnie to jest ważne, bo cię kocham, ale ty chyba mnie już nie - powiedział smutny i poszedł w kierunku wyjścia.
- Nath, poczekaj! To nie tak jak myślisz! - krzyczałam, biegnąc za chłopakiem.
- A niby jak?! Zostaw mnie w spokoju - powiedział otwierając drzwi. - A właśnie, ty nie pracujesz tylko idziesz się spotkać z tym chłopakiem, prawda?
Stałam wpatrując się w podłogę i nic nie mówiłam.
- Wiedziałem - powiedział Nathan i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wściekła poszłam obmyć sobie twarz, żeby się trochę ogarnąć.
- Kathy! - krzyknęła Emily i wtedy przypomniałam sobie, że jestem na nią zła.
- Czego chcesz?! - wydarłam się, wchodząc do kuchni, gdzie przebywała Em.
- Sprawdzałam, czy jesteś w domu - powiedziała spokojnie. - Czy teraz będziesz tak łaskawa i wyjaśnisz, o co chodziło z Louisem?!
- No już ci kurwa mówiłam! My nie chodzimy, on to wymyślił, pewnie żeby mnie wkurzyć! - krzyczałam wymachując rękami.
- I to mu się udało, uspokój się już. Czasu już nie cofniesz.
- Racja. A właśnie, idziemy dziś wieczorem do Han.
- Co? Przecież ona mieszka z Louisem!
- No wiem, ale go podobno nie ma być w domu, więc ma chatę wolną.
- Pójdę, pod warunkiem, że się nie upijesz.
- Spoczko, zostajemy na noc, więc mogę pić - powiedziałam zadowolona.
- Na noc? Przecież my nie znamy dobrze tej Hannah! I to jeszcze w domu Louisa Tomlinsona!
- Nie marudź tak! Idziemy się zabawić, a nie martwić, czy nas nie pozabijają. Wyluzuj trochę, Em.
- No dobrze, ale jak coś się stanie…
- Nic się nie stanie - przerwałam przyjaciółce w połowie zdania. - A teraz trzeba się spakować!
- No to się pospieszmy, bo z twoim tempem do jutra nie zdążymy.
- Hahah, bardzo śmieszne. Ty nie lepsza!
- Koniec kłótni! Już do pokoju! - krzyknęła Em i każda poszła się szykować.
Weszłam do pokoju i od razu otworzyłam szafę.
- Hmm, co ja mam ubrać? - powiedziałam sama do siebie.
Po chwili zdecydowałam, że ubiorę się w strój codzienny, wezmę ze sobą coś do spania i jakieś ciuchy na następny dzień. Zadowolona z mojej pomysłowości zaczęłam grzebać w szafie. Wybrałam ten zestaw na wyjście:













Najpierw postanowiłam, że wezmę prysznic. Umyłam ciało i włosy, i po wysuszeniu, ubrałam się we wcześniej przygotowany strój. Zrobiłam delikatny makijaż, rozczesałam włosy i zaczęłam pakować ubrania oraz kosmetyki.
- Wow! Normalnie nie wierzę! Wyszykowałam się w godzinę! - wykrzyczałam zadowolona z nowego rekordu.
- Czego ty się tak drzesz?! - krzyknęła Emily, która weszła właśnie do mojego pokoju.
- Jestem już gotowa. Czy ty to rozumiesz? Godzina mi starczyła!
- Hahah, normalnie rekord. Ja spakuję ciuchy i też będę gotowa. Na którą jedziemy?
- Nie umawiałyśmy się. A która jest godzina, bo jeszcze nie miałam okazji, żeby sprawdzić.
- Ymm, 6:30 - powiedziała Em, wyciągając telefon z kieszeni.
- No to pojedziemy na 7:00. Zaraz napiszę do Hannah.
I jak postanowiłam, tak zrobiłam.
„Hej, będziemy o 7:00 ;)”
„Ok, czekam ;D”
- Emily! Zostało ci pięć minut! - krzyknęłam.
- Już schodzę!
Zamówiłyśmy taksówkę, która już po chwili była pod naszym domem. Wsiadłyśmy i pojechałyśmy do domu Louisa. Na miejscu byłyśmy punktualnie, z czego bardzo się cieszyłam, bo ja nie lubię się spóźniać. Zapłaciłam kierowcy i z Em poszłyśmy pod duży dom. Furtka była otwarta, więc weszłyśmy i zadzwoniłyśmy dzwonkiem.
- Heee… - nie dokończyłam, gdyż moje oczy ujrzały stojącego w drzwiach Louisa.
- No witam - powiedział uśmiechając się głupio.
- Miało cię nie być - wypaliłam od razu.
- Ale jak widzisz, specjalnie dla ciebie zostałem.
Już chciałam mu walnąć w twarz, ale stwierdziłam, że lepiej nie zaczynać bójki.
- To może wejdziecie, Hannah na was czeka - powiedział i zrobił nam miejsce w drzwiach.
Emily weszła pierwsza, a ja za nią. Oczywiście wchodząc musiałam szturchnąć Louisa, bo bym normalnie nie wytrzymała. On szybko chwycił moje nadgarstki i przyciągnął mnie do siebie.
- Bądź tak dobra i nie zaczepiaj się dziewczynko - powiedział przez zaciśnięte zęby.
Uśmiechnęłam się do niego, jednym z najpiękniejszych uśmiechów, a on nie wiedział, o co mi chodzi, przy okazji poluźnił też ucisk na nadgarstkach. Wykorzystałam ten moment i przywaliłam mu pięścią w nos. Po chwili na podłogę zaczęły kapać czerwone kropelki. Wściekły chłopak chciał mi oddać, ale szybko się odsunęłam, przez  co Louis przywalił pięścią w ścianę. Zasyczał z bólu i wtedy przybiegły Hannah i Emily.
- To było do przewidzenia - powiedział Em, kręcąc głową.
- Ty pobiłaś Louisa?! - wykrzyknęła zaskoczona Han.
- Jeszcze nie wiesz, na co ją stać - powiedziała Emily.
- Emily, ty się zajmij Kathy, a ja Lou - zarządziła Han.
- Ale mną nie trzeba się zajmować! - krzyknęłam jak obrażone dziecko.
- Po prostu idźcie do salonu, włączcie sobie telewizor, a ja się zajmę nosem Louisa, okey?
- Dobra, Kathy chodź, zanim wyrządzisz kolejne straty - powiedziała Em i razem poszłyśmy w kierunku salonu.
Włączyłyśmy kanał muzyczny, akurat leciały piosenki, które znałam, dlatego zaczęłam śpiewać.
- Nie piej tak ,bo uszy bolą - usłyszałam głos Louisa.
- O, książę już się lepiej czuje? - zadrwiłam.
- Jeszcze za to oberwiesz suko.
- Hahah, w twoich snach - powiedziałam i wystawiłam język w jego kierunku.
- Dziwka jebana.
- No sorry, ale ja nie sypiam z pierwszym lepszym, jak ty. Tylko w twoim przypadku są pierwsze lepsze, chyba że jesteś gejem.
- Uważaj na słowa idiotko.
- Spokojnie, będę ich pilnować. Krzywda im się nie stanie, a jak coś nie pasuje, to sam na nie uważaj.
- Trzymajcie mnie, bo zaraz podejdę do niej i tak jej wpierdolę, że starzy jej nie poznają! - krzyknął Lou.
- Hej, przestańcie się w końcu kłócić, bo do jutra nie dożyjemy! - krzyknęła Hannah.
- Właśnie, zachowujecie się jak dzieci - dodała Emily.
- A co mam poradzić na to, że ta suka mnie wkurwia! - wydarł się dupek Tomlinson.
- Coś ci kurwa nie pasuje?! - odpowiedziałam.
- Stop! Zamknijcie w końcu te swoje rąbnięte mordy, bo nie ręczę za siebie! - teraz Em podniosła głos.
- Emily, spokojnie. Nie denerwuj się - powiedziałam łagodnym tonem.
- Bo ci się zmarszczki zrobią - dodał Louis.
- O, jacy zgodni nagle - powiedziała zdziwiona Han. - Skoro już się nie zabijacie, ja i Em pójdziemy zrobić kolacje, a wy wybierzecie jakiś fajny film i wymyślicie, co będziemy jeszcze robić, zrozumiano?
- Tak jest, szefowo! - krzyknęliśmy z Louisem w tym samym momencie.
- Dobra, bez szaleństw! - dodała Em, gdy szła z Han w kierunku kuchni.
- No, to jaki film oglądamy? - zapytałam.
- Nie wiem, komedię?
- Nieee, no chyba, że jakąś dobrą.
- Okey, rezygnujemy z komedii. To w takim razie, co by pani chciała oglądać, hm?
- Może… horror?
- Dobra, ale jaki?
- No obojętnie, ja najbardziej lubię „ Martwe zło”.
- Nie oglądałem.
- W takim razie musisz obejrzeć. To jest super! Ale Em się będzie bała - dodałam przypominając sobie, że moja przyjaciółka boi się horrorów.
- Han też, trudno, jakoś wytrzymają.
- No to postanowione, a co będziemy robić później?  - zapytał Lou.
- Grać w wyzwania! - wydarłam się tak, że Louis zatkał sobie uszy.
- Głośniej nie można było?!
- Oj, no przepraszam. Nie chciałam - powiedziałam i zrobiłam minkę smutnego pieska.
- Nic się nie stało - powiedział Lou, a jego policzki zrobiły się trochę czerwone.
- Ojejku, ktoś tu się zaczerwienił - powiedziałam śmiejąc się.
- Wcale nie! Po prostu mi gorąco - bronił się Louis.
- Yhm, czekaj, bo uwierzę. To gramy w te wyzwania? - zapytałam z nadzieją.
- Niech ci będzie, ale nie wracajmy już do tematu.
- Hahah, no dobra.
- I co, nic sobie nie zrobiliście? - powiedziała ze śmiechem Hannah, wchodząc do salonu.
- No co ty? My? - powiedziałam i oboje z Louisem parsknęliśmy śmiechem.
- Wymyśliliście już coś? - tym razem zapytała Emily.
- Tak, wszystko jest już ustalone - powiedział Lou.
- To najpierw film? - zapytała Han.
- Yhm, to będzie bardzo fajny film - powiedziałam z uśmiechem.
- To teraz tak: Kathy przynieś kolację, Louis zrób popcorn, Emily załatw jakieś koce i poduszki, a ja włączę film - powiedziała Han i każdy poszedł wypełnić zadanie.
Po chwili siedzieliśmy na kanapie pod kocami, obżeraliśmy się i oglądaliśmy film. Oczywiście Emily i Hannah cholernie się bały, w przeciwieństwie do mnie i Louisa. Ja i Lou śmialiśmy się z każdego słowa, każdej osoby i ogólnie wszystkiego.
- Hahah, przecięła sobie język! - śmiałam się.
- Hahah, patrz teraz! Wbiła mu nóż w serce! - krzyknął Louis i w tym momencie Han i Em zakryły twarze poduszkami, a ja z Louisem tarzaliśmy się ze śmiechu po podłodze.
- Wreszcie się skończył! - krzyknęła zadowolona Han, gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe.
- Szkoda - mruknął Lou. - To teraz w wyzwania. Idę po coś do picia, co chcecie?
- Ja chcę sok - powiedziała Em.
- Sok? Em przecież nie będziesz prowadziła samochodu. Spokojnie możesz się upić. Ja zdaję się na ciebie, Lou - powiedziałam.
- Okey, zaraz będę - i już go nie było.
- No to my chodźmy przebrać się w piżamy, bo potem nie będzie na to okazji - postanowiła Emily.
- Dobra - powiedziałam i poszłam po moją torbę.
Wyjęłam z niej kosmetyczkę i ciuchy do spania, i poszłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, wytarłam się i ubrałam się w to:













Umyłam zęby, związałam włosy w luźnego warkocza na bok i wyszłam z łazienki.
- No ile można siedzieć w łazience?! - krzyknął Lou.
Spojrzałam na niego minką smutnego pieska, a on w tym momencie odwrócił głowę.
- Hahah, teraz mam na ciebie haka - powiedziałam wywalając język.
Gdy wszyscy byli już przebrani i gotowi, usiedliśmy na podłodze i się zaczęło.
Pierwsza była Emily.
- Hm, zrób sobie zdjęcie z miską na głowie i wstaw to na facebooka - powiedziała Hannah.
Po chwili zdjęcie Emily z miską na głowie wylądowało w sieci.
Następna byłam ja.
- Zadzwoń do twojego chłopaka i powiedz mu, że z nim zrywasz - powiedział z cwanym uśmiechem Louis.
- Ej, no weź! Ja się z nim pokłóciłam i jeszcze mam z nim zerwać?!
- Tak, sama chciałaś w to grać. Przecież potem możesz mu powiedzieć, że to był żart - upierał się Lou.
- No dobra, a muszę dzwonić czy mam wysłać sms?
- Dzwoń - powiedzieli wszyscy chórem.
-Halo? Hej Nath! - powiedziałam na przywitanie.
- Po co dzwonisz, źle się bawisz z nowym chłopakiem?
- Już ci mówiłam, że to nie jest mój chłopak!
- No to niby kto?
- Zwykły kolega, do jasnej cholery!
- Nie wierzę.
- Trudno, z nami koniec - powiedziałam i rozłączyłam się.
- Brawo, Kathy! - krzyknął Lou. - Nie wiedziałem, że aż tak dobrze to odegrasz.
- Yhm, ja też - powiedziałam zła. - Gramy dalej?
Potem kolej wypadła na Han.
- Wstaw na YouTube filmik, w którym mówisz, że lubisz małe dzieci - powiedziałam bez zastanowienia.
- Osz ty! Jeszcze mi za to zapłacisz - powiedziała i zaczęła nagrywać filmik.
- Hahah, dzięki mnie zdobędziesz sławę! - krzyknęłam.
- Tak, tylko szkoda, że wśród pedofili! - wydarła się i wtedy wszyscy zaczęli się śmiać.
No i potem był Louis. Trzeba było wykorzystać okazję. Uzgodniłyśmy wszystko z dziewczynami i wtedy powiedziałam:
- Ubierzesz jaskraworóżowy płaszcz Han, jej różowe okulary przeciwsłoneczne w serduszka, różowe szpilki i czarne świecące legginsy. I w takim stroju będziesz się przechadzał po okolicy przez co najmniej pięć minut - zarządziłam.
- Czy was pojebało?! - krzyknął wkurzony.
- Nas? Gdzieżby, przecież to są wyzwania, ja tez musiałam zrywać z chłopakiem, bo tobie się tak zachciało - powiedziałam.
Po chwili Lou był już ubrany i gotowy do wyjścia.
- Nawet dobrze ci idzie na szpileczkach - zaśmiałam się z chłopaka.
On wystawił tylko środkowy palec w moim kierunku i wyszedł z domu. Na jego nieszczęście, a moje szczęście, akurat zaczął padać deszcz. Po pięciu minutach do domu wrócił mokry i różowy Lou.
- Zabiję was! - krzyknął nieźle wkurwiony szatyn.
- Naprawdę, przerażające są te twoje groźby - powiedziałam ze śmiechem. - A teraz idź się przebierz. Czekamy w salonie.
Siedziałyśmy z dziewczynami w salonie i jeszcze śmiałyśmy się z różowego Louisa Tomlinsona, gdy nagle usłyszałyśmy burzę. Po chwili zgasło też światło.
- Boję się ciemności - pisnęła Hannah.
- Co jest? - zapytał Lou, gdy wszedł do pokoju.
- Nie ma prądu - odpowiedziała Emily.
- Ale kończymy zabawę, co nie? - zapytał chłopak.
- Spoko - odpowiedziałam. - Tylko skombinujcie jakieś świeczki.
Po chwili siedzieliśmy już w kręgu przy świeczkach. Akurat wypadło na Han.
- A więc droga Hannah, musisz zejść do piwnicy, zabrać stamtąd jakąś rzecz, na dowód, że tam byłaś. Ale bez świeczki - powiedziała Em.
- Oj, nie możesz czegoś innego? - błagała Han.
- Nie, dalej idź. Im szybciej tym lepiej.
Po chwili do salonu wbiegła przerażona Hannah z kawałkiem drewna.
- Tam coś było! - krzyknęła.
- Gdzie? - zapytał Lou.
- No w piwnicy! Sami zobaczcie!
Zdziwieni zeszliśmy po schodach do piwnicy.
- Przecież to tylko kot! - powiedział Lou i zaczął się śmiać.
- Ojejku, no skąd miałam wiedzieć, skoro nie miałam przy sobie nawet głupiej świeczki.
- Dobra chodźmy stąd, bo tu jest zimno - pisnęła Em.
I teraz wypadło na mnie, niestety.
- Odnosząc się już do spania, śpisz dzisiaj z Louisem - powiedziała Han.
- Co?! Ja z nim nie będę spała!
- Musisz, to jest twoje zadanie - uparła się Han.
- No weź się zlituj! - tym razem powiedział Lou.
- Właśnie - poparłam chłopaka.
- Nie ma odwrotu. Śpicie razem, w jednym pokoju, zrozumiano?
- Jeszcze ci się oberwie - powiedziałam zła na dziewczynę.
- No to skoro wszyscy są już zadowoleni, chodźmy spać - postanowiła Em.
- Ja chcę jeszcze trochę wypić - powiedziałam nadal wkurzona.
- To ja pójdę już do pokoju. Czekam kotku - powiedział Lou, a ja nawet w tym świetle widziałam jego cwany uśmiech i błysk w oczach.
Gdy Lou poszedł do pokoju, zawołałam dziewczyny.
- Chodźcie, coś wam pokażę.
- Co tam masz? - zapytała Emily.
- Zdjęcia różowiutkiego Louiska - powiedziałam i wybuchłam śmiechem. - Wstawiamy na facebooka?
- Jasne! Ale ty masz dzisiaj z nim spać, dlatego dla twojego bezpieczeństwa wstaw te zdjęcia jutro - powiedziała Han.
- Dobra, to ja już idę spać - powiedziałam i poszłam w kierunku sypialni Louisa.
- Witam księżniczkę - powiedział Lou, gdy weszłam do pokoju.
- Zamknij się.
- Nie tym tonem.
- No to jakim? Nie będziesz mi mówił jakim tonem mam mówić!
- No dobra, nie chce mi się teraz z tobą kłócić, wskakuj.
- Chyba cię teraz jebie - powiedziałam, stukając palcem w czoło.
- No, tam masz.
- Pieprz się - wystawiłam środkowy palec.
- Wolisz spać na podłodze?
- Lepsze to, niż spanie z tobą.
- Jak sobie chcesz, za chwilę będziesz błagać żebym pozwolił ci spać na łóżku - wymądrzał się szatyn.
- Ta, no fajnie. Dobranoc, jak najgorszych snów, kotku.
Po tych słowach podeszłam do jego łóżka, wzięłam poduszkę, po czym położyłam ją na podłodze.
- Co ty robisz z tą poduszką? - zapytał Louis.
- Będę na niej spała? - odpowiedziałam pytaniem.
- Aha.
Prychnęłam na jego jakże wartościową wypowiedź i położyłam się na podłodze.
Nie było mi niewygodnie. Przyzwyczaiłam się już do tego. Po chwili moje powieki zaczęły opadać.
- Kathy - usłyszałam kogoś szept, ale nie miałam siły sprawdzić do kogo należy głos.
Zasnęłam…


Jest oto nowy rozdział!!! Jeszcze raz bardzo przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy i nie mamy zbyt dobrych informacji. Wystąpiły drobne problemy techniczne i z tego powodu nie wiemy, kiedy dodamy nowy rozdział :( Oczywiście postaramy się to zrobić jak najszybciej ;)