niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 2



oczami Kathy
Obudziłam się rano i poczułam, że leżę na czymś twardym. Otworzyłam oczy i zauważyłam miejsce, w którym spałam dzisiejszej nocy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i zaczęłam się śmiać. Po chwili do salonu wtargnęła Emily.
- Czego się śmiejesz? – zapytała z przymrużonymi oczami.
- Dlaczego ja śpię na stole? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Em spojrzała najpierw na mnie potem na stół i jeszcze raz na mnie, i także zaczęła się śmiać.
- Skąd ja mam to wiedzieć? – zapytała, gdy już opanowała swój atak śmiechu.
- Nie wiem, nie wiem. Pewnie znowu lunatykowałam! To już się robi wkurzające! – krzyknęłam, a po chwili dodałam – No bo przecież ja nawet nie wiem w jakim miejscu obudzę się rano – powiedziałam patrząc w podłogę.
- Lub z kim – powiedziała Em powstrzymując śmiech.
- Co?! – krzyknęłam i rzuciłam poduszką w moją przyjaciółkę. No i jak to zwykle bywa po rzuceniu w kogoś poduszką, rozpoczęła się bitwa. Oczywiście nie obyło się bez przekleństw i wyzwisk. Po skończonej wojnie, obie opadłyśmy na kanapę i śmiejąc się, lekko szturchałyśmy się nawzajem w ramię.
- No dobra, trzeba zrobić śniadanie – powiedziała głośno Emily i wstała z kanapy.
- I wziąć prysznic! – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Taaa, tylko najpierw musisz wstać księżniczko – dodała Em marszcząc czoło.
- Auuu, moje gnaty! – krzyknęłam z bólu starając się wyprostować.
- Hahah, masz za swoje! – powiedziała Emily i poszła w kierunku swojej sypialni. Poszłam za jej przykładem i w podskokach pobiegłam na górę. Wzięłam szybki prysznic i po wysuszeniu ubrałam się w to:









Włosy związałam w luźnego kucyka, pomalowałam rzęsy tuszem i zadowolona, ale też bardzo głodna, pobiegłam na dół.
- Idź do sklepu! – krzyknęła ze swojego pokoju Em.
- Nooo, już idę! – odpowiedziałam krzykiem i zarzucając na siebie bluzę, pobiegłam do pobliskiego sklepu. Kupiłam potrzebne rzeczy i już miałam iść w kierunku kasy, gdy nagle usłyszałam syknięcie kogoś stojącego obok mnie.
- Przepraszam, czy coś ci się stało? – zapytałam chłopaka, który zasłaniał ręką oko.
- Chyba coś mi wpadło do oka – powiedział i przetarł oko, co spowodowało większy ból.
- Pomogę ci – zadecydowałam i wyjęłam chusteczkę z kieszeni bluzy. Stanęłam bardzo blisko poszkodowanego i zaczęłam przyglądać się jego oku. Po chwili wyciągnęłam jakiś mały element chłopakowi z oka i wyrzuciłam chusteczkę do kosza na śmieci, który stał obok.
- Dziękuję yyy… jak masz na imię? – zapytał blondyn.
- Kathy, a ty?
- Michael, mieszkasz tu? – spytał z nutką nadziei w głosie.
- Tak, obok kiosku – odpowiedziałam – A dlaczego pytasz?
- Tak po prostu. Dasz się gdzieś zaprosić w ramach podziękowania? – zapytał i uśmiechnął się lekko.
- Może innym razem, bo moja przyjaciółka czeka w domu na śniadanie.
- Aha, to w takim razie ja nie będę ci teraz zawracał głowy, ale pamiętaj, że wiszę ci  kawę – pomachał mi na pożegnanie i zniknął za regałem. Zapłaciłam za produkty i poszłam do domu.
- Wróciłam! – wydarłam się i weszłam do kuchni. Położyłam siatkę z zakupami na stole i zaczęłam wszystko wkładać do szafek i lodówki. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Nucąc sobie jakąś piosenkę poszłam otworzyć wrota naszego mieszkania.
- Hej! – krzyknęłam i już chciałam rzucić się mojemu chłopakowi na szyję, ale on się odsunął. W tym samym czasie na dół zeszła Emily.
- Cześć! – powiedziała do Nathana, ale on nie zwracał na nią uwagi.
- O co ci chodzi? – zapytałam Natha i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Ty mi powinnaś powiedzieć o co chodzi! Kim był ten chłopak, z którym całowałaś się w sklepie?! – krzyknął.
- Jaki chłopak? O czym ty mówisz? – spytałam patrząc na niego ze zdziwieniem.
- Nie udawaj idiotki! Przed chwilą widziałem cię w sklepie jak całowałaś jakiegoś blondyna.
- Po pierwsze nie mów tak do mnie, a po drugie ja się z nikim nie całowałam.
- Naprawdę nic nie pamiętasz? – zapytał i spojrzał na mnie głupio – Może to odświeży ci pamięć – powiedział i pokazał mi na telefonie zdjęcie, na którym widać mnie i Michaela, którego poznałam dziś rano w sklepie.
- Ale ja się z nim nie całowałam! – krzyknęłam ze złością – Coś mu wpadło do oka, a ja mu tylko pomogłam.
- Twierdzisz, że jestem ślepy? – spytał Nath z wyraźną złością w oczach.
- Bardzo możliwe! Nie wiedziałam, że jak jest się w związku, to nie można nawet pomóc innym! Jesteś chorym egoistą! – wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Nie mów tak do mnie, bo…
- …bo co mi zrobisz?  Uderzysz mnie? Nie no zapomniałam, że ty mnie nawet nie tkniesz, bo zwyczajnie się boisz, boisz się swojej dziewczyny mięczaku! A teraz stąd spieprzaj i nie przyłaź więcej, bo sąsiedzi sobie pomyślą, że my jakiś ośrodek mamy dla ludzi, którzy boją się innych! – wykrzyczałam i zamknęłam drzwi pod nosem chłopaka, który stał jeszcze pod drzwiami.
- Kathy, przesadziłaś – powiedziała spokojnie Em, gdy weszłam rozwścieczona do kuchni.
- Zasłużył sobie – odpowiedziałam i trzasnęłam pięścią w stół.
- Kathy opanuj się, bo rozwalisz dom! – tym razem moja przyjaciółka podniosła głos.
- Nie patrz tak na mnie – powiedziałam patrząc w podłogę, ale po chwili spojrzałam w oczy przyjaciółce, która najwyraźniej oczekiwała jakiś wyjaśnień w stosunku, co do mojego zachowania. Wcale nie miałam zamiaru teraz z nią rozmawiać, dlatego chwyciłam w rękę suchą bułkę i pobiegłam do swojego pokoju, nie zwracając uwagi na krzyki Emily. Włączyłam laptop i zaczęłam oglądać jakieś filmy. Po upływie pięciu godzin (trochę długo mi to zajęło) postanowiłam, że pójdę upić się do jakiegoś klubu.  Wykąpałam się i owinięta ręcznikiem poszłam szukać ciuchów, które miałam założyć. Wcale nie miałam zamiaru iść tańczyć ani się wygłupiać, dlatego wybrałam prosty zestaw:









Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Włożyłam telefon do kieszeni spodenek i zeszłam po schodach na dół. Była godzina 17:00 czyli dość wcześnie. Wsiadłam do jakiegoś samochodu, który był otwarty i miał kluczyki położone na siedzeniu i pojechałam w pierwszym, lepszym kierunku, ponieważ nie wiedziałam dokładnie, gdzie znajdują kluby. Na miejsce dojechałam po pięciu minutach. Weszłam do środka i od razu poszłam w kierunku baru. Przez całą godzinę piłam.  Nietrzeźwa wyszłam z klubu, wsiadłam za kółko i odjechałam z piskiem opon w nieznanym kierunku.


oczami Louisa
Stałem oparty o maskę samochodu i z małym uśmiechem na twarzy patrzyłem na mojego przeciwnika. Byłem pewny wygranej. Max był dość dobry w tym co robi, ale ja byłem dużo lepszy. Widać było, że był zestresowany, bo zaczął się pocić. Postanowiłem z nim pogadać i rozluźnić atmosferę.
- Max, nie spinaj się tak, bo robisz się śmieszny - powiedziałem i uśmiechnąłem się do niego.
- Wcale się nie spinam, wydaje ci się - powiedział mój przeciwnik i zaczął się jeszcze bardziej stresować.
- Hej, ja nie gryzę, ja połykam w całości! - krzyknąłem, a on podskoczył ze strachu.
Wszyscy, którzy to widzieli zaczęli się śmiać, a ja w przekonaniu, że zrobiłem to, co do mnie należało, poszedłem w stronę mojego samochodu. Po chwili zostaliśmy powiadomieni, że mamy wsiadać do aut. Między nami stanęła jakaś ładna brunetka i zaczęła odliczać. Włączyłem silnik i po paru sekundach został po mnie tylko kurz. Tak jak myślałem byłem o wiele lepszy od Maxa, bo on został daleko w tyle. Nie jechałem za szybko (jak na mnie), bo w końcu nie było takiej potrzeby. Chwilami pozwalałem mu na małe zbliżenie do mojego samochodu, ale po paru sekundach przyspieszałem i znikałem z jego pola widzenia. Z dużym uśmiechem, ale też skupieniem na twarzy dojechałem do mety. Wysiadłem z samochodu i wtedy ludzie, którzy przybyli na wyścig podbiegli do mnie i zaczęli mi gratulować. Tak jak zawsze dziewczyny wkładały mi do kieszeni spodni lub do ręki małe kartki z numerami telefonu, a moi koledzy szturchali mnie lekko w ramię i gratulowali wygranej. W sumie to byłem już do tego przyzwyczajony. Mój wzrok powędrował teraz na Maxa, który stał obok swojego samochodu i patrzył na mnie oczami pełnymi nienawiści. Odpowiadało mi to, że go rozzłościłem.
- Jakie plany na dzisiejszy wieczór? - spytał mnie David.
- Nie wiem…a jest jakaś ciekawa impreza?
- Nooo, Peter coś organizuje. Możemy się wprosić - odparł z uśmiechem na twarzy, ale ja pokiwałem przecząco głową.
- Ja nie mogę - powiedziałem patrząc na ziemię.
- Aaaa, zapomniałem, że on cię nienawidzi po tym incydencie z jego siostrą - powiedział David, ale szybko tego pożałował, bo dostał ode mnie w twarz.
- Hej! Za co to?
- Ty już dobrze wiesz - powiedziałem i odwróciłem się, gdyż usłyszałem krzyczące dziewczyny. Podbiegły do mnie i zaczęły  prosić o autografy. Podpisałem kilka kartek, gdy nagle usłyszałem krzyk:
- Psy jadą! Uciekajcie! – krzyknął jakiś chłopak.
Szybko wsiadłem do samochodu i odjechałem z miejsca wyścigów. Skręciłem w jakąś boczną uliczkę i jechałem nią z bardzo szybką prędkością. Nagle zauważyłem czarny samochód, rozbity o drzewo. Trochę zdziwił mnie ten widok, ale jechałem dalej. Po chwili zauważyłem postać, idącą środkiem ulicy. W sumie, ona nie szła, tylko tańczyła. Zahamowałem i wysiadłem z samochodu.
- Hej, co ty tu robisz? – krzyknąłem za dziewczyną.
- Nie przeszkadzaj mi! Tańczę krakowiaka! – krzyknęła wściekła szatynka.
- Oj, ale się upiłaś. Chyba ja mniej piję – powiedziałem ze śmiechem.
- Zamknij mordę! – krzyknęła pijana dziewczyna.
- Tak nie będziemy rozmawiać, a teraz idź do samochodu! – krzyknąłem i pokazałem jej ręką samochód.
Szatynka wcale nie miała zamiaru mnie słuchać. Pokazała mi środkowy palec i poszła wzdłuż ulicy. Pobiegłem za nią, czego się nie spodziewała, dlatego nie uciekała. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu. Usiadłem po stronie kierowcy i odpaliłem auto.
- Jak ja nie cierpię kwiatów! – powiedziała szatynka i tupnęła nogą.
- Hej, nie tup mi w moim samochodzie – powiedziałem ze złością.
- No to mi zabroń staruszku! – krzyknęła i pokazała mi język. Chciałem uderzyć ją w twarz, ale chwyciła moją rękę i wygięła mały palec. Syknąłem z bólu i zacząłem rozmasowywać bolące miejsce.
- Nawet jak jestem pijana, potrafię się bronić – powiedziała i uniosła dumnie głowę.
Przez chwilę jechaliśmy w ciszy, ale nagle dziewczyna zaczęła śpiewać:
- Seksualna niebezpieczna taka jestem lubię być niegrzeczna
  Seksualnie doskonała nie dostaniesz nigdy mego ciała!
                       



1 komentarz: