Oczami Kathy
Obudziłam się wcześnie rano, bo na dworze było jeszcze
ciemno. Przeciągnęłam się parę razy i postanowiłam, że pojadę dzisiaj na
boisko. Najpierw musiałam się zmotywować do wstania z łóżka. Po czwartym
podejściu, wreszcie wylazłam z mojego cieplutkiego wyra i na czworaka doszłam
do łazienki. Wzięłam zimny prysznic (taki jaki lubię), wytarłam się ręcznikiem
i owinięta, w trochę mokrawy już materiał poszłam szukać stroju do grania w
nogę. Po długiej modlitwie do szafy, wyszperałam z niej ten zestaw:
Szybko się ubrałam, po czym spakowałam do torby telefon,
słuchawki, piłkę i butelkę wody. Zbiegłam po schodach do kuchni, gdzie zjadłam
mały jogurt i wypiłam sok. Wzięłam suchą bułkę i wybiegłam z mieszkania.
Postanowiłam, że przejdę się na boisko, bo miałam już dość przygód z
samochodem. Włożyłam słuchawki na uszy i szybkim tempem szłam przed siebie.
Zaczęłam zastanawiać się nad wydarzeniami z ubiegłego dnia.
- Jestem ciekawa, co się stało z tym samochodem, który nie
wiadomo od kogo sobie pożyczyłam i niestety nie oddałam i raczej nie oddam -
powiedziałam sobie w myśli.
Po dwudziestu minutach doszłam na miejsce. Na boisku nie
było zupełnie nikogo, a mi dopiero teraz przyszło na myśl, by sprawdzić, która
jest godzina. Wyciągnęłam telefon i zdziwiłam się widząc piątkę i dwa zera.
- Niemożliwe! Ja taki śpioch wstałam przed piątą rano?!
Muszę to zapisać w kalendarzu - powiedziałam sama do siebie.
Położyłam torbę obok słupka bramki i wyjęłam z niej piłkę.
Nagle poczułam duży przypływ energii, tak więc musiałam się jej szybko pozbyć,
żeby nie zwariować. Kopałam piłkę z jednego końca boiska na drugie, cały czas
słuchając głośno muzyki przez słuchawki. Właśnie w moich uszach zabrzmiał
początek piosenki „Break Down”, a ta piosenka działa na mnie jak napój energetyczny.
Zaczęłam śpiewać, a raczej drzeć się najgłośniej jak mogłam, zamachnęłam się i
z zamkniętymi oczami kopnęłam bardzo mocno piłkę.
- Auu, kurwa lepiej żeś nie mogła wycelować, suko jebana! -
usłyszałam jakiś znajomy głos.
- Louis? - zapytałam, odwracając się przodem do chłopaka.
- Nie kurwa, królowa Elżbieta - powiedział ironicznie, nadal
trzymając się za brzuch - A ty jesteś tą dziwką, Isabel, czy jakoś tak? I co w
ogóle robisz tu o tej porze?
- Po pierwsze nie jestem dziwką, po drugie mam na imię Kathy,
a po trzecie wstałam wcześniej i przyszłam rozładować energię - powiedziałam
wyliczając każdy punkt na palcach - A co ty tu robisz?
- Można powiedzieć, że to samo, co ty - powiedział idąc w
kierunku mojej piłki - Orientuj się! - krzyknął i kopnął piłkę w moją stronę.
- Jeszcze nie wiesz na co mnie stać - powiedziałam dumnie,
gdy piłka została przeze mnie wybita na
bok.
- To się jeszcze okaże - powiedział Louis.
Przez dwie godziny, bez żadnych przerw graliśmy w nogę.
- Ja już nie mogę! - powiedziałam padając na trawę.
- Poddajesz się? - zapytał Louis z miną zwycięzcy.
Jednak jego uśmiech nie trwał długo, gdyż chwyciłam go za
nogę i po prostu przewróciłam.
- O ty suko! - krzyknął Louis, rzucając we mnie piłką.
- Ha! Mam za dobre wyczucie, wątpię żebyś kiedykolwiek
trafił we mnie piłką - powiedziałam wystawiając język.
- Nie pokazuj języka, bo…
- Wiem, co jest dalej, nie kończ - powiedziałam i rzuciłam
go piłką.
Niestety Louis nie był taki zręczny jak ja i oberwał
centralnie w nos.
- Czy ty kurwa możesz się do jasnej cholery pohamować?!
Przez ciebie wrócę do domu cały poobijany! - krzyknął Louis.
- Tak, a co żeś myślał. I jak twoja kuzynka się zapyta, co
ci się stało, to powiesz, że dostałeś lanie od dziewczyny, która nawet nie
trenuje żadnych sztuk walki - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Piłką każdy umie rzucać - powiedział obojętnie Louis.
- Tak, tylko nie tak celnie jak ja - odparłam.
- Ale ty kurwa jesteś skromna! - powiedział machając głową.
- No wiem! A tak w ogóle muszę już iść, bo głodna jestem jak
wilk - powiedziałam, podnosząc się z ziemi.
- Możemy jechać coś zjeść - rzekł obojętnie Louis.
- A wiesz, ilu chłopaków mi składa takie propozycje! -
powiedziałam uśmiechnięta i już na serio głodna.
- Ale moja propozycja jest wyjątkowa - dodał szybko Lou,
także wstając.
- Nie mogę, jakby mnie mój chłopak zobaczył, to by mnie już
więcej do stajni nie zabrał - powiedziałam, wyobrażając sobie minę Nathana,
gdyby zobaczył mnie z Louisem.
- A co wy takiego w tej stajni robicie? - zapytał Louis,
unosząc brew.
- Ja konno jeżdżę, idioto! - krzyknęłam i miałam ochotę go
kopnąć.
- A to sorry, kurwa nie wiedziałem.
- Właśnie, ty nic nie wiesz, więc lepiej będzie jak się już
pożegnamy i każdy pójdzie w swoją stronę.
- No to chociaż cię odwiozę - nie ustępował Lou.
- Dobra, ale szybko - powiedziałam i poszliśmy w kierunku
jego samochodu.
Cały czas jechaliśmy w ciszy, która wcale nie była
krępująca, przynajmniej dla mnie.
- No to…cześć! - powiedziałam, wychodząc z samochodu.
- Nie zaprosisz mnie do środka? - usłyszałam głos Louisa,
który też wysiadł z samochodu.
- Eee, wiesz…bo ja nie mieszkam sama…i… - zaczęłam coś
kombinować, ale nie bardzo mi to wychodziło.
- Mieszkasz z chłopakiem? - spytał Lou.
- Nie, z przyjaciółką, ale…
- Dobra, nie tłumacz się - powiedział Louis i podszedł do
mnie - Tu masz numer telefonu Hannah, nudzi jej się, więc jakbyś miała czas, to
mogłabyś z nią gdzieś pójść, co nie?
- Jasne - powiedziałam i wzięłam karteczkę od Louisa - To
cześć!
- Pa! - powiedział Louis i pocałował mnie w policzek - Mam
nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - powiedział z cwaniackim uśmiechem i wsiadł
do samochodu, a potem odjechał z piskiem opon.
Nie wiem dlaczego, ale stałam pod tym domem i za nic nie
mogłam się ruszyć. Dotknęłam policzka i zaczęłam go trzeć, chcąc jak najprędzej
pozbyć się dotyku jego ust. Wreszcie po upływie około pięciu minut poszłam do
mieszkania.
- Hejo! Em wstałaś już?! - wydarłam się na całe mieszkanie.
- Taaak! Właśnie mnie obudziłaś idiotko, a gdzie ty byłaś
tak wcześnie?
- A byłam se na boisku pograć w nogę - powiedziałam i wystawiłam
język w kierunku przyjaciółki, która zdążyła już wyleźć ze swojego królestwa.
- Aha, jakie dziś mamy plany?
- Imprezka? - spytałam z uśmiechem na twarzy.
- Ale tak dzień przed rozpoczęciem zajęć? No sama nie wiem -
powiedziała Emily marszcząc czoło.
- Chrzanić zajęcia! Damy radę, a w ogóle wcale nie musimy
dużo wypić - mówiłam zachęcająco.
- Dobra! Idziemy - postanowiła Emily.
- Ale będziemy miały towarzystwo, chyba - powiedziałam, gdy
przypomniałam sobie o Hannah.
- Zabierasz Nathana?
- Nie, poznałam taką dziewczynę i pomyślałam sobie, że też
ją zaproszę. Ona jest spoko, przynajmniej tak myślę, bo za długo jej nie znam.
- Okey, może być fajnie - powiedziała Em i zaczęła robić
sobie śniadanie.
Ja w tym czasie pobiegłam na górę, gdzie wzięłam szybki
prysznic i przebrałam się w jakieś luźne ciuchy, a dokładniej w te:
- No dobra, to dzwonimy do kuzynki pana Louisa Idioty , żeby
ją zaprosić na imprezę - powiedziałam sama do siebie - O mój Boże, a jeśli on
też przyjdzie? Ja chyba wtedy nie wytrzymam i przypomnę sobie, co znaczy
wychowywać się na ulicy w towarzystwie starszych chłopaków. O kurwa! Ja gadam
sama do siebie! - mówiąc to, położyłam rękę na ustach, a potem głośno się
zaśmiałam z mojej głupoty.
Wpisałam na telefonie numer Hannah i przejechałam palcem po
przycisku z zieloną słuchawką.
- Halo? - zapytała Han.
- Hej, tu Kathy, znajoma Louisa. Masz jakieś plany na
dzisiejszy wieczór, bo z przyjaciółką postanowiłyśmy iść na imprezę i
pomyślałam, że ciebie też zaproszę, ale nic nie mów Louisowi, proszę -
powiedziałam wszystko na jednym oddechu.
- A więc tak, nie mam planów na wieczór, chętnie pójdę z
wami na imprezę i nic nie powiem Louisowi - powiedziała Hannah ze śmiechem w głosie.
- Okey, to my przyjedziemy taksówką po ciebie o 19:00, tylko
wyjdź na tyle przed dom, żeby Lou nic nie widział.
- Spoko, to do zobaczenia wieczorem - powiedziała i się
rozłączyła.
- Pa! - dopowiedziałam szybko i odłożyłam telefon.
Byłam bardzo wykończona dzisiejszym porankiem, dlatego
wskoczyłam na łóżko i od razu zasnęłam.
***
- Wstawaj, leniu stary! - darła się Emily.
- Jeszcze pięć minut! Zdążę do szkoły! - powiedziałam
śpiąca.
- Do szkoły zdążysz, bo jest dopiero jutro, ale nie wiem czy
będziesz gotowa na dyskotekę.
- A która jest godzina? - zapytałam przeciągając się.
- 17:30, czyli masz godzinę na wyszykowanie się - zakończyła
Em i wyszła z pokoju.
- O kurwa, ile ja spałam! - krzyknęłam i zleciałam z łóżka -
Ja pierdolę! Dlaczego ja zawsze muszę spadać z łóżka?!
Podniosłam się z podłogi i pobiegłam do łazienki. Po raz
trzeci tego dnia wzięłam prysznic, ale tym razem trochę dłuższy od poprzednich,
wytarłam się w ręcznik i ubrałam to:
Pomalowałam się oraz załatwiłam inne potrzeby związane z
pójściem na imprezę i wreszcie byłam gotowa.
- Kathy, złaź na dół, bo się spóźnimy - krzyknęła Em.
- Lecę do ciebie niczym ptak! - wydarłam się zbiegłam na
dół.
Zamknęłam mieszkanie i z uśmiechami na twarzach poszłyśmy w
stronę zamówionej taksówki. Gdy byłyśmy już blisko domu Louisa, zaczęłam
wzrokiem szukać Han.
- Proszę się tu zatrzymać - powiedziałam do kierowcy, gdy
ujrzałam blondynkę.
- Dzień dobry! Cześć! - powiedziała Hannah, wchodząc do
taksówki.
- Hej! - odpowiedziałyśmy jednocześnie i uśmiechnęłyśmy się
jak na komendę.
Do klubu było dość blisko, dlatego nie chciało nam się
zaczynać rozmowy, miałyśmy w końcu cały wieczór.
- Dziękujemy, do widzenia! - powiedziałam do kierowcy
taksówki, tuż po zapłaceniu.
- No to idziemy się zabawić! - krzyknęła Emily, ciągnąc nas
za ręce w kierunku wejścia do klubu.
- Ale kolejka! - zaczęła jęczeć Han.
- Kathy, idź oczaruj ochroniarza, bo nastoimy się tu do
jutra - marudziła Em.
- No dobra - powiedziałam z grymasem na twarzy i poszłam w
kierunku umięśnionego, przystojnego faceta, który był tylko trochę starszy ode
mnie.
Nienawidziłam tego robić! Tak zachowywały się dziwki, ale w
sumie to nie chciało mi się czekać aż nas wpuszczą, dlatego wykonałam swoje
zadanie. Poszło bardzo łatwo, wystarczyło oczarować go wyglądem i dać numer
telefonu, ale oczywiście nie mojego. Wcisnęłam mu numer mojej głupiej kuzynki,
bo znałam go na pamięć.
- Dzięki misiaczku, zdzwonimy się jeszcze, prawda? -
powiedziałam, gdy chłopak postanowił wpuścić mnie i moje przyjaciółki.
- Zadzwonię do ciebie jutro, ślicznotko. A teraz baw się
dobrze - powiedział i pomachał mi, a ja odwdzięczyłam się tym samym.
- Ale on słodki! - pisnęła Emily, gdy weszłyśmy już do
klubu.
- No, biedaczek rozczaruje się, gdy usłyszy gdakanie Miley -
powiedziałam i zaczęłam się śmiać, wyobrażając sobie tą sytuację.
- Hej, dziewczyny - powiedział do nas jakiś chłopak w
czarnych włosach.
- Hej? - odparłam.
- O, cześć David! Co tu robisz? - zapytała Han.
- Zabawić się przyszedłem, a przedstawisz mi twoje ładne
koleżanki?
- Emily - powiedziała Em z szerokim uśmiechem.
- A ja Kathy - powiedziałam i pomachałam do niego.
- Ahm, ja jestem David. Dotrzymacie mi towarzystwa? -
spytał.
- Jasne! - krzyknęła Emily, patrząc cały czas na chłopaka.
- Uuuu, ktoś się spodobał Emily - powiedziałam szeptem do
Han.
- Nooo, patrzy na niego jak zaczarowana.
- To może nie będziemy im przeszkadzać i poszukamy sobie
jakiś nowych znajomych - zapytałam blondynki.
- Okey, chodźmy - powiedziała i uśmiechnęła się lekko.
- Emily, David my idziemy do łazienki poprawić makijaż,
niedługo do was dołączymy - powiedziałam przekonująco, po czym wraz z Hannah
poszłyśmy w kierunki baru.
Oczami Emily
Gdy zostałam sama z Davidem czułam się bardzo niezręcznie.
Nie mogłam wydusić z siebie słowa i zaczęłam się pocić.
- Zatańczymy? - zapytał mnie chłopak.
- Tak - odpowiedziałam szybko, by uniknąć jąkania się.
Przetańczyliśmy już wiele piosenek i wcale nie mieliśmy
dość. Przestałam już się stresować w jego towarzystwie i bawiłam się w
najlepsze.
- Idę do łazienki, zaraz do ciebie wrócę - wyszeptał mi na
ucho David.
- Okey, poczekam przy tym stoliku - powiedziałam i wskazałam
ręką stolik.
Usiadłam przy stoliku i przypatrywałam się tańczącym
ludziom. Nagle przypomniałam sobie, że przyszłam tu z przyjaciółkami, które
pewnie specjalnie zostawiły mnie same. Kurna, Kathy za dobrze mnie zna! Musiała
wyczuć, że David mi się spodobał.
- Siemka! - powiedział jakiś chłopak, siadając obok mnie.
- Hej! - odpowiedziałam bez większego entuzjazmu w głosie.
- Czemu siedzisz sama? - spytał.
- Czekam na kogoś.
- Aha, chłopak?
- Nie, znajomy - odparłam zamyślona.
- Dobra, to ja już nie będę ci przeszkadzał - powiedział i
poszedł w stronę innego stolika.
Podążałam za nim wzrokiem, dopóki nie napotkałam Davida i
jakiejś plastikowej brunetki, którzy całowali się obok ściany. Wstałam i już
chciałam do nich podejść, gdy nagle oprzytomniałam i z powrotem usiadłam. Nie mogłam tego zrobić.
Przecież nic nas nie łączy. Popatrzyłam jeszcze raz na nich i postanowiłam, że
chcę jechać do domu. Zaczęłam szukać Kathy i Hannah, aż w końcu znalazłam je
jak kłóciły się z jakąś dziewczyną.
- A chcesz w mordę? - zapytała Kathy, dziewczyny, która
stała przed nią.
- Możemy się bić - powiedziała dziewczyna.
- Hej, spokojnie! - krzyknęłam - Kathy, opanuj się, a ty -
zwróciłam się do dziewczyny - nie zadzieraj z nią, bo dobrze się to nie
skończy.
Chwyciłam Kathy i Han za ręce i pociągnęłam w stronę wyjścia
z klubu.
- Już po zabawie? - zapytał nas, a dokładniej Kathy ten sam
ochroniarz, z którym flirtowała moja przyjaciółka.
- Pieprz się! - powiedziała pijana Kathy i pokazała mu
środkowy palec.
- Przepraszam za nią, za dużo wypiła - powiedziałam, po czym
zamówiłam taksówkę.
Po pięciu minutach wsiadłyśmy do samochodu i najpierw
pojechałyśmy odwieźć Han. Oczywiście, nie obyło się bez głupich tekstów Kathy.
- Powiedz, temu popierdolonemu Louisowi, że jest
niezrównoważonym psychicznie chujem! - powiedziała moja przyjaciółka do Han,
która wysiadała z auta.
- Han, nie słuchaj jej, a ty Kathy, zamknij się! -
krzyknęłam i pomachałam Hannah na pożegnanie.
Po dziesięciu minutach byłyśmy już w domu. Zapłaciłam
taksówkarzowi i wyciągnęłam Kathy z samochodu.
- Aaaaa! - wydarła się moja przyjaciółka, gdy stałyśmy przed
wejściem do domu.
- Czego drzesz mordę? - zapytałam zła.
- Ćwiczę przed występem - powiedziała Kathy, unosząc dumnie
głowę.
- Tobie już na serio odwala - powiedziałam i wepchnęłam ją
do mieszkania.
- Idź spać, jutro pierwszy dzień na studiach - powiedziałam
zmęczona.
- Nie!
- Czemu?
- Bo tak mi się kurwa podoba! -wydarła się Kathy i poszła do swojego
pokoju.
- Daj mi Boże siły! - powiedziałam patrząc w sufit i poszłam
za przyjaciółką do jej pokoju. Na szczęście nie zamknęła drzwi na klucz.
Weszłam do jej pokoju i ujrzałam widok, na który spowodował, że serce mi
zmiękło. Kathy spała, rozłożona na całym łóżku. Jak śpi to wygląda tak słodko i
niewinnie! Ściągnęłam jej buty i przykryłam kołdrą, na co ta ją z siebie
zrzuciła.
- Nawet przez sen musisz się ze mną kłócić - powiedziałam
szeptem, uśmiechając się lekko - Dobranoc, moja kochana zołzo - szepnęłam i
zamknęłam za sobą drzwi. Poszłam do swojego pokoju, przebrałam się w piżamę i
wskoczyłam do ciepłego łóżka. Gdy moje powieki opadły, przed oczami zobaczyłam
Davida i tą lalunię. Szybko otworzyłam oczy i przewróciłam się na drugi bok. Po
chwili, zmęczona dzisiejszym dniem odpłynęłam w krainę snu.
Hejka! Oto i szanowny 4 rozdział!!! Mam nadzieję, że się wam podoba ;) Już niedługo będzie się działo więcej i jak macie pytania do bohaterów, to piszcie na asku, a jak tak bardzo nie chce się wam go włączyć, to po prostu w komentarzach. Do następnego!
Wiki :)




