piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 4


Oczami Kathy

Obudziłam się wcześnie rano, bo na dworze było jeszcze ciemno. Przeciągnęłam się parę razy i postanowiłam, że pojadę dzisiaj na boisko. Najpierw musiałam się zmotywować do wstania z łóżka. Po czwartym podejściu, wreszcie wylazłam z mojego cieplutkiego wyra i na czworaka doszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic (taki jaki lubię), wytarłam się ręcznikiem i owinięta, w trochę mokrawy już materiał poszłam szukać stroju do grania w nogę. Po długiej modlitwie do szafy, wyszperałam z niej ten zestaw:


Szybko się ubrałam, po czym spakowałam do torby telefon, słuchawki, piłkę i butelkę wody. Zbiegłam po schodach do kuchni, gdzie zjadłam mały jogurt i wypiłam sok. Wzięłam suchą bułkę i wybiegłam z mieszkania. Postanowiłam, że przejdę się na boisko, bo miałam już dość przygód z samochodem. Włożyłam słuchawki na uszy i szybkim tempem szłam przed siebie. Zaczęłam zastanawiać się nad wydarzeniami z ubiegłego dnia.
- Jestem ciekawa, co się stało z tym samochodem, który nie wiadomo od kogo sobie pożyczyłam i niestety nie oddałam i raczej nie oddam - powiedziałam sobie w myśli.
Po dwudziestu minutach doszłam na miejsce. Na boisku nie było zupełnie nikogo, a mi dopiero teraz przyszło na myśl, by sprawdzić, która jest godzina. Wyciągnęłam telefon i zdziwiłam się widząc piątkę i dwa zera.
- Niemożliwe! Ja taki śpioch wstałam przed piątą rano?! Muszę to zapisać w kalendarzu - powiedziałam sama do siebie.
Położyłam torbę obok słupka bramki i wyjęłam z niej piłkę. Nagle poczułam duży przypływ energii, tak więc musiałam się jej szybko pozbyć, żeby nie zwariować. Kopałam piłkę z jednego końca boiska na drugie, cały czas słuchając głośno muzyki przez słuchawki. Właśnie w moich uszach zabrzmiał początek piosenki „Break Down”, a ta piosenka działa na mnie jak napój energetyczny. Zaczęłam śpiewać, a raczej drzeć się najgłośniej jak mogłam, zamachnęłam się i z zamkniętymi oczami kopnęłam bardzo mocno piłkę.
- Auu, kurwa lepiej żeś nie mogła wycelować, suko jebana! - usłyszałam jakiś znajomy głos.
- Louis? - zapytałam, odwracając się przodem do chłopaka.
- Nie kurwa, królowa Elżbieta - powiedział ironicznie, nadal trzymając się za brzuch - A ty jesteś tą dziwką, Isabel, czy jakoś tak? I co w ogóle robisz tu o tej porze?
- Po pierwsze nie jestem dziwką, po drugie mam na imię Kathy, a po trzecie wstałam wcześniej i przyszłam rozładować energię - powiedziałam wyliczając każdy punkt na palcach - A co ty tu robisz?
- Można powiedzieć, że to samo, co ty - powiedział idąc w kierunku mojej piłki - Orientuj się! - krzyknął i kopnął piłkę w moją stronę.
- Jeszcze nie wiesz na co mnie stać - powiedziałam dumnie, gdy piłka została przeze mnie  wybita na bok.
- To się jeszcze okaże - powiedział Louis.
Przez dwie godziny, bez żadnych przerw graliśmy w nogę.
- Ja już nie mogę! - powiedziałam padając na trawę.
- Poddajesz się? - zapytał Louis z miną zwycięzcy.
Jednak jego uśmiech nie trwał długo, gdyż chwyciłam go za nogę i po prostu przewróciłam.
- O ty suko! - krzyknął Louis, rzucając we mnie piłką.
- Ha! Mam za dobre wyczucie, wątpię żebyś kiedykolwiek trafił we mnie piłką - powiedziałam wystawiając język.
- Nie pokazuj języka, bo…
- Wiem, co jest dalej, nie kończ - powiedziałam i rzuciłam go piłką.
Niestety Louis nie był taki zręczny jak ja i oberwał centralnie w nos.
- Czy ty kurwa możesz się do jasnej cholery pohamować?! Przez ciebie wrócę do domu cały poobijany! - krzyknął Louis.
- Tak, a co żeś myślał. I jak twoja kuzynka się zapyta, co ci się stało, to powiesz, że dostałeś lanie od dziewczyny, która nawet nie trenuje żadnych sztuk walki - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Piłką każdy umie rzucać - powiedział obojętnie Louis.
- Tak, tylko nie tak celnie jak ja - odparłam.
- Ale ty kurwa jesteś skromna! - powiedział machając głową.
- No wiem! A tak w ogóle muszę już iść, bo głodna jestem jak wilk - powiedziałam, podnosząc się z ziemi.
- Możemy jechać coś zjeść - rzekł obojętnie Louis.
- A wiesz, ilu chłopaków mi składa takie propozycje! - powiedziałam uśmiechnięta i już na serio głodna.
- Ale moja propozycja jest wyjątkowa - dodał szybko Lou, także wstając.
- Nie mogę, jakby mnie mój chłopak zobaczył, to by mnie już więcej do stajni nie zabrał - powiedziałam, wyobrażając sobie minę Nathana, gdyby zobaczył mnie z Louisem.
- A co wy takiego w tej stajni robicie? - zapytał Louis, unosząc brew.
- Ja konno jeżdżę, idioto! - krzyknęłam i miałam ochotę go kopnąć.
- A to sorry, kurwa nie wiedziałem.
- Właśnie, ty nic nie wiesz, więc lepiej będzie jak się już pożegnamy i każdy pójdzie w swoją stronę.
- No to chociaż cię odwiozę - nie ustępował Lou.
- Dobra, ale szybko - powiedziałam i poszliśmy w kierunku jego samochodu.
Cały czas jechaliśmy w ciszy, która wcale nie była krępująca, przynajmniej dla mnie.
- No to…cześć! - powiedziałam, wychodząc z samochodu.
- Nie zaprosisz mnie do środka? - usłyszałam głos Louisa, który też wysiadł z samochodu.
- Eee, wiesz…bo ja nie mieszkam sama…i… - zaczęłam coś kombinować, ale nie bardzo mi to wychodziło.
- Mieszkasz z chłopakiem? - spytał Lou.
- Nie, z przyjaciółką, ale…
- Dobra, nie tłumacz się - powiedział Louis i podszedł do mnie - Tu masz numer telefonu Hannah, nudzi jej się, więc jakbyś miała czas, to mogłabyś z nią gdzieś pójść, co nie?
- Jasne - powiedziałam i wzięłam karteczkę od Louisa - To cześć!
- Pa! - powiedział Louis i pocałował mnie w policzek - Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - powiedział z cwaniackim uśmiechem i wsiadł do samochodu, a potem odjechał z piskiem opon.
Nie wiem dlaczego, ale stałam pod tym domem i za nic nie mogłam się ruszyć. Dotknęłam policzka i zaczęłam go trzeć, chcąc jak najprędzej pozbyć się dotyku jego ust. Wreszcie po upływie około pięciu minut poszłam do mieszkania.
- Hejo! Em wstałaś już?! - wydarłam się na całe mieszkanie.
- Taaak! Właśnie mnie obudziłaś idiotko, a gdzie ty byłaś tak wcześnie?
- A byłam se na boisku pograć w nogę - powiedziałam i wystawiłam język w kierunku przyjaciółki, która zdążyła już wyleźć ze swojego królestwa.
- Aha, jakie dziś mamy plany?
- Imprezka? - spytałam z uśmiechem na twarzy.
- Ale tak dzień przed rozpoczęciem zajęć? No sama nie wiem - powiedziała Emily marszcząc czoło.
- Chrzanić zajęcia! Damy radę, a w ogóle wcale nie musimy dużo wypić - mówiłam zachęcająco.
- Dobra! Idziemy - postanowiła Emily.
- Ale będziemy miały towarzystwo, chyba - powiedziałam, gdy przypomniałam sobie o Hannah.
- Zabierasz Nathana?
- Nie, poznałam taką dziewczynę i pomyślałam sobie, że też ją zaproszę. Ona jest spoko, przynajmniej tak myślę, bo za długo jej nie znam.
- Okey, może być fajnie - powiedziała Em i zaczęła robić sobie śniadanie.
Ja w tym czasie pobiegłam na górę, gdzie wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w jakieś luźne ciuchy, a dokładniej w te:


- No dobra, to dzwonimy do kuzynki pana Louisa Idioty , żeby ją zaprosić na imprezę - powiedziałam sama do siebie - O mój Boże, a jeśli on też przyjdzie? Ja chyba wtedy nie wytrzymam i przypomnę sobie, co znaczy wychowywać się na ulicy w towarzystwie starszych chłopaków. O kurwa! Ja gadam sama do siebie! - mówiąc to, położyłam rękę na ustach, a potem głośno się zaśmiałam z mojej głupoty.
Wpisałam na telefonie numer Hannah i przejechałam palcem po przycisku z zieloną słuchawką.
- Halo? - zapytała Han.
- Hej, tu Kathy, znajoma Louisa. Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór, bo z przyjaciółką postanowiłyśmy iść na imprezę i pomyślałam, że ciebie też zaproszę, ale nic nie mów Louisowi, proszę - powiedziałam wszystko na jednym oddechu.
- A więc tak, nie mam planów na wieczór, chętnie pójdę z wami na imprezę i nic nie powiem Louisowi - powiedziała Hannah  ze śmiechem w głosie.
- Okey, to my przyjedziemy taksówką po ciebie o 19:00, tylko wyjdź na tyle przed dom, żeby Lou nic nie widział.
- Spoko, to do zobaczenia wieczorem - powiedziała i się rozłączyła.
- Pa! - dopowiedziałam szybko i odłożyłam telefon.
Byłam bardzo wykończona dzisiejszym porankiem, dlatego wskoczyłam na łóżko i od razu zasnęłam.
***

- Wstawaj, leniu stary! - darła się Emily.
- Jeszcze pięć minut! Zdążę do szkoły! - powiedziałam śpiąca.
- Do szkoły zdążysz, bo jest dopiero jutro, ale nie wiem czy będziesz gotowa na dyskotekę.
- A która jest godzina? - zapytałam przeciągając się.
- 17:30, czyli masz godzinę na wyszykowanie się - zakończyła Em i wyszła z pokoju.
- O kurwa, ile ja spałam! - krzyknęłam i zleciałam z łóżka - Ja pierdolę! Dlaczego ja zawsze muszę spadać z łóżka?!
Podniosłam się z podłogi i pobiegłam do łazienki. Po raz trzeci tego dnia wzięłam prysznic, ale tym razem trochę dłuższy od poprzednich, wytarłam się w ręcznik i ubrałam to:

Pomalowałam się oraz załatwiłam inne potrzeby związane z pójściem na imprezę i wreszcie byłam gotowa.
- Kathy, złaź na dół, bo się spóźnimy - krzyknęła Em.
- Lecę do ciebie niczym ptak! - wydarłam się zbiegłam na dół.
Zamknęłam mieszkanie i z uśmiechami na twarzach poszłyśmy w stronę zamówionej taksówki. Gdy byłyśmy już blisko domu Louisa, zaczęłam wzrokiem szukać Han.
- Proszę się tu zatrzymać - powiedziałam do kierowcy, gdy ujrzałam blondynkę.
- Dzień dobry! Cześć! - powiedziała Hannah, wchodząc do taksówki.
- Hej! - odpowiedziałyśmy jednocześnie i uśmiechnęłyśmy się jak na komendę.
Do klubu było dość blisko, dlatego nie chciało nam się zaczynać rozmowy, miałyśmy w końcu cały wieczór.
- Dziękujemy, do widzenia! - powiedziałam do kierowcy taksówki, tuż po zapłaceniu.
- No to idziemy się zabawić! - krzyknęła Emily, ciągnąc nas za ręce w kierunku wejścia do klubu.
- Ale kolejka! - zaczęła jęczeć Han.
- Kathy, idź oczaruj ochroniarza, bo nastoimy się tu do jutra - marudziła Em.
- No dobra - powiedziałam z grymasem na twarzy i poszłam w kierunku umięśnionego, przystojnego faceta, który był tylko trochę starszy ode mnie.
Nienawidziłam tego robić! Tak zachowywały się dziwki, ale w sumie to nie chciało mi się czekać aż nas wpuszczą, dlatego wykonałam swoje zadanie. Poszło bardzo łatwo, wystarczyło oczarować go wyglądem i dać numer telefonu, ale oczywiście nie mojego. Wcisnęłam mu numer mojej głupiej kuzynki, bo znałam go na pamięć.
- Dzięki misiaczku, zdzwonimy się jeszcze, prawda? - powiedziałam, gdy chłopak postanowił wpuścić mnie i moje przyjaciółki.
- Zadzwonię do ciebie jutro, ślicznotko. A teraz baw się dobrze - powiedział i pomachał mi, a ja odwdzięczyłam się tym samym.
- Ale on słodki! - pisnęła Emily, gdy weszłyśmy już do klubu.
- No, biedaczek rozczaruje się, gdy usłyszy gdakanie Miley - powiedziałam i zaczęłam się śmiać, wyobrażając sobie tą sytuację.
- Hej, dziewczyny - powiedział do nas jakiś chłopak w czarnych włosach.
- Hej? - odparłam.
- O, cześć David! Co tu robisz? - zapytała Han.
- Zabawić się przyszedłem, a przedstawisz mi twoje ładne koleżanki?
- Emily - powiedziała Em z szerokim uśmiechem.
- A ja Kathy - powiedziałam i pomachałam do niego.
- Ahm, ja jestem David. Dotrzymacie mi towarzystwa? - spytał.
- Jasne! - krzyknęła Emily, patrząc cały czas na chłopaka.
- Uuuu, ktoś się spodobał Emily - powiedziałam szeptem do Han.
- Nooo, patrzy na niego jak zaczarowana.
- To może nie będziemy im przeszkadzać i poszukamy sobie jakiś nowych znajomych - zapytałam blondynki.
- Okey, chodźmy - powiedziała i uśmiechnęła się lekko.
- Emily, David my idziemy do łazienki poprawić makijaż, niedługo do was dołączymy - powiedziałam przekonująco, po czym wraz z Hannah poszłyśmy w kierunki baru.

Oczami Emily

Gdy zostałam sama z Davidem czułam się bardzo niezręcznie. Nie mogłam wydusić z siebie słowa i zaczęłam się pocić.
- Zatańczymy? - zapytał mnie chłopak.
- Tak - odpowiedziałam szybko, by uniknąć jąkania się.
Przetańczyliśmy już wiele piosenek i wcale nie mieliśmy dość. Przestałam już się stresować w jego towarzystwie i bawiłam się w najlepsze.
- Idę do łazienki, zaraz do ciebie wrócę - wyszeptał mi na ucho David.
- Okey, poczekam przy tym stoliku - powiedziałam i wskazałam ręką stolik.
Usiadłam przy stoliku i przypatrywałam się tańczącym ludziom. Nagle przypomniałam sobie, że przyszłam tu z przyjaciółkami, które pewnie specjalnie zostawiły mnie same. Kurna, Kathy za dobrze mnie zna! Musiała wyczuć, że David mi się spodobał.
- Siemka! - powiedział jakiś chłopak, siadając obok mnie.
- Hej! - odpowiedziałam bez większego entuzjazmu w głosie.
- Czemu siedzisz sama? - spytał.
- Czekam na kogoś.
- Aha, chłopak?
- Nie, znajomy - odparłam zamyślona.
- Dobra, to ja już nie będę ci przeszkadzał - powiedział i poszedł w stronę innego stolika.
Podążałam za nim wzrokiem, dopóki nie napotkałam Davida i jakiejś plastikowej brunetki, którzy całowali się obok ściany. Wstałam i już chciałam do nich podejść, gdy nagle oprzytomniałam i  z powrotem usiadłam. Nie mogłam tego zrobić. Przecież nic nas nie łączy. Popatrzyłam jeszcze raz na nich i postanowiłam, że chcę jechać do domu. Zaczęłam szukać Kathy i Hannah, aż w końcu znalazłam je jak kłóciły się z jakąś dziewczyną.
- A chcesz w mordę? - zapytała Kathy, dziewczyny, która stała przed nią.
- Możemy się bić - powiedziała dziewczyna.
- Hej, spokojnie! - krzyknęłam - Kathy, opanuj się, a ty - zwróciłam się do dziewczyny - nie zadzieraj z nią, bo dobrze się to nie skończy.
Chwyciłam Kathy i Han za ręce i pociągnęłam w stronę wyjścia z klubu.
- Już po zabawie? - zapytał nas, a dokładniej Kathy ten sam ochroniarz, z którym flirtowała moja przyjaciółka.
- Pieprz się! - powiedziała pijana Kathy i pokazała mu środkowy palec.
- Przepraszam za nią, za dużo wypiła - powiedziałam, po czym zamówiłam taksówkę.
Po pięciu minutach wsiadłyśmy do samochodu i najpierw pojechałyśmy odwieźć Han. Oczywiście, nie obyło się bez głupich tekstów Kathy.
- Powiedz, temu popierdolonemu Louisowi, że jest niezrównoważonym psychicznie chujem! - powiedziała moja przyjaciółka do Han, która wysiadała z auta.
- Han, nie słuchaj jej, a ty Kathy, zamknij się! - krzyknęłam i pomachałam Hannah na pożegnanie.
Po dziesięciu minutach byłyśmy już w domu. Zapłaciłam taksówkarzowi i wyciągnęłam Kathy z samochodu.
- Aaaaa! - wydarła się moja przyjaciółka, gdy stałyśmy przed wejściem do domu.
- Czego drzesz mordę? - zapytałam zła.
- Ćwiczę przed występem - powiedziała Kathy, unosząc dumnie głowę.
- Tobie już na serio odwala - powiedziałam i wepchnęłam ją do mieszkania.
- Idź spać, jutro pierwszy dzień na studiach - powiedziałam zmęczona.
- Nie!
- Czemu?
- Bo tak mi się kurwa podoba!  -wydarła się Kathy i poszła do swojego pokoju.
- Daj mi Boże siły! - powiedziałam patrząc w sufit i poszłam za przyjaciółką do jej pokoju. Na szczęście nie zamknęła drzwi na klucz. Weszłam do jej pokoju i ujrzałam widok, na który spowodował, że serce mi zmiękło. Kathy spała, rozłożona na całym łóżku. Jak śpi to wygląda tak słodko i niewinnie! Ściągnęłam jej buty i przykryłam kołdrą, na co ta ją z siebie zrzuciła.
- Nawet przez sen musisz się ze mną kłócić - powiedziałam szeptem, uśmiechając się lekko - Dobranoc, moja kochana zołzo - szepnęłam i zamknęłam za sobą drzwi. Poszłam do swojego pokoju, przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do ciepłego łóżka. Gdy moje powieki opadły, przed oczami zobaczyłam Davida i tą lalunię. Szybko otworzyłam oczy i przewróciłam się na drugi bok. Po chwili, zmęczona dzisiejszym dniem odpłynęłam w krainę snu.

Hejka! Oto i szanowny 4 rozdział!!! Mam nadzieję, że się wam podoba ;) Już niedługo będzie się działo więcej i jak macie pytania do bohaterów, to piszcie na asku, a jak tak bardzo nie chce się wam go włączyć, to po prostu w komentarzach. Do następnego!
Wiki :)


Zwiastun



             Tu macie linka do strony, z której mamy zwiastun:   
 - możecie tam składać zamówienia na swoje blogi

wtorek, 4 lutego 2014

Informacja

Hejka :) Chciałybyśmy wam zaproponować do przeczytania jeszcze inne nasze blogi. Tu macie linki :





Mam nadzieję, że je przeczytacie i skomentujecie. Pozdrawiam Wari <3

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 3


oczami  Kathy 
- Zamknij się, kurwa! –usłyszałam.
Poczułam dziwną chęć odpyskowania mu.
- Co ty sobie myślisz pojebany chuju! - krzyknęłam - Możesz na mnie nie krzyczeć?!
 - Ta, nie krzyczałbym na ciebie idiotko, jakbyś tak nie piała! - powiedział chamsko.
- A ja już myślałam, że powiesz, że jestem dziwką! – odpyskowałam - A tak w ogóle to od kiedy gwałciciel gada ze swoją ofiarą?! - krzyknęłam.
- Mam w dupie twoje urojenia - powiedział oschle - mnie tylko zależy żebyś psom nic nie wygadała - powiedział.
- Hahah, a co niby zrobiłeś idioto! - głośno powiedziałam.
- Nie tym tonem suko! - powiedział zaciskając ręce na kierownicy. Zauważyłam, że jego mięśnie się napinają - A tak w ogóle to co ty tu robiłaś w środku nocy? - zapytał trochę łagodniej.
- Wiesz, księżyc podziwiałam - powiedziałam z ironią - A co cię to obchodzi? Odpierdol się ode mnie! - krzyknęłam.
- Wiesz co, zachowujesz się jak porąbana suka! Pytam się co robiłaś tu w środku nocy?! – krzyknął groźnie.
- A jak ci powiem, to mnie nie wsypiesz? - zapytałam oschle.
- Przypominam ci, że ty zawsze możesz napierdolić glinom, że cię porwałem! Ale to już by nie było na twoją korzyść! - powiedział wyniośle.
- Ha, a co mi niby możesz zrobić? - zapytałam rozbawiona.
- Wszystko! - krzyknął.
- No to proszę bardzo! Wymieniaj! - krzyknęłam - Mamy czas.
- Zgwałcić, zabić, pobić, zniszczyć, pozabijać twoich bliskich. Wymieniać dalej? - zapytał.
- Nie! - odpowiedziałam szybko.
- Ach więc się mnie boisz - odpowiedział rozbawiony.
- Morda w kubeł - krzyknęłam.
- Zignoruję to, bo by to dla ciebie dobrze nie wyszło. To co robiłaś? - zapytał trochę spokojniej.
- Miałam wypadek i trafiłam w drzewo - powiedziałam wściekła.
- Hahah, i ty jeszcze żyjesz? - powiedział ze śmiechem.
- No raczej! - krzyknęłam.
- Nie wierzę! - krzyknął rozbawiony.
- Nie, wiesz co, mój duch jest z tobą - powiedziałam z ironią - Co ty tu robisz? - zapytałam kolejny raz.
- A nie wsypiesz mnie psom? - zapytał niepewnie.
- Jak ja bym cię wsypała to ty byś pewnie mnie też wsypał z wypadkiem, …więc nie powiem - powiedziałam pewnie.
- No dobra… brałem udział w nielegalnym wyścigu i teraz ścigają mnie psy - powiedział śmielej.
- Łuhu! To sobie narobiłeś. Siedziałeś kiedyś? - zapytałam śmielej.
- Chyba cię popierdoliło dziewczynko! - powiedział wkurzony.
- O Matko! Naruszyłam ego waćpana! - udawałam zmartwioną.
- Hahah! Ale śmieszne! - powiedział z ironią.
- A tak w ogóle to jestem Kathy – powiedziałam.
- Louis - powiedział z uśmiechem.
- A ty nie jesteś Louis Tomlinson? - zapytałam.
-Yhym - odpowiedział skupiony na drodze - czuj się zaszczycona.
- Ojej… Siedzę w samochodzie obok tego super sławnego, nie ogarniętego Louisa Tomlinsona! Najlepszego kierowcy! Męskiej prostytutki!  Dasz mi swój autograf, bo sama nie mogę uwierzyć, że cię znam! - krzyczałam jak najgłośniej mogłam.
- Ta, bardzo śmieszne - powiedział i się trochę wkurzył, pewnie za tą prostytutkę.
- A gdzie w ogóle jedziemy? - zapytałam znów niepewnie.
- Do domu - powiedział jakby to było oczywiste.
- Mojego? - zapytałam rozradowana.
- No chyba nie – powiedział unosząc brew.
- No to niby gdzie?! – zapytałam znów wkurzona.
- Do mojego domu - powiedział akcentując słowo „mojego”.
- Zwariowałeś! Odwieź mnie do domu! - krzyknęłam.
- Nie i nie wymyślaj!- krzyknął.
- Idiota - powiedziałam pod nosem.
- Słucham? - powiedział napinając wszystkie swoje mięśnie.
- Nic - odparłam.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Po piętnastu minutach podjechaliśmy pod ogromny dom. Louis z niego wysiadł i otworzył mi drzwi.
- Jaki dżentelmen - powiedziałam sobie iroicznie w myśli. Dom wyglądał tak:

Weszliśmy do środka. Zdjęłam moje adidasy i poszłam za Louisem do pokoju chyba gościnnego. Wyglądał on tak:

 


Louis dał mi koszulkę z Spider Manem i pokazał gdzie łazienka. Zmyłam makijaż, załatwiłam potrzebę fizjologiczną i poszłam się położyć. Po długich próbach w końcu zasnęłam.


Rano:
Obudziłam się wypoczęta. Było około 11:00.  Ubrałam się w moje wczorajsze ciuchy, czyli granatowe szorty, granatową bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii i czerwonego full capa. Włosy zostawiłam rozpuszczone i poczochrane, bo nie miałam czym ich uczesać. Zeszłam na dół, gdzie zastałam Louisa i jakąś dziewczynę. Powiedziałam krótkie: „Cześć”. Od razu Louis dał mi talerzyk z kanapkami. Wcale nie byłam głodna, dlatego odepchnęłam talerz od siebie.
- Czemu nie jesz? – zapytał zdziwiony Louis.
- Bo nie jestem głodna - odpowiedziałam.
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia! - powiedział.
- Ooo, jakiś ty mądry! - zakpiłam.
- Wiem! A tak w ogóle poznajcie się – powiedział i przyciągnął dziewczynę do siebie.
- To jest Hannah, moja kuzynka - A to Kathy, moja yyy…
- Znajoma - dopowiedziałam szybko z szerokim uśmiechem.
- Kathy - wyciągnęłam rękę do dziewczyny - Miło mi - dodałam.
- Hannah! Cieszę się że mogę cię poznać - powiedziała z uśmiechem i uścisnęła moją dłoń. Ja odwzajemniłam tym samym.
Po poznaniu kuzynki Louisa pomyślałam, że się zaprzyjaźnimy. Po krótkiej rozmowie z Hannah, poprosiłam Louisa, aby mnie odwiózł do domu. Ku mojemu zaskoczeniu zrobił to bez marudzenia. Podałam mu adres i pojechaliśmy do mojego małego apartamentu. Wchodząc do domu napotkałam podejrzliwy wzrok Emily. Powiedziałam tylko ciche: „Hej” i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w to:
 SZKOLNO :)
Potem poszłam do kuchni, gdzie przebywała Em:
- No więc… gdzie ty wczoraj byłaś?! – krzyknęła wściekła – Martwiłam się o ciebie!
- No… yyy… na imprezie - powiedziałam pewnie.
- A gdzie rano? - zapytała.
- No byłam pod wpływem alkoholu, więc poszłam spać do hotelu. A tak w ogóle zapomniałam kluczy - powiedziałam.
Na szczęście akurat w tej chwili, która znając życie miałaby być torturą, zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam w kierunku wejścia. W drzwiach stał Nathan z ogromnym bukietem kwiatów. Zaczął mnie przepraszać za wczoraj. A ja oczywiście mu wybaczyłam, ponieważ nie potrafię być na niego zła. Za słodki jest, żeby się na niego gniewać. Zaproponowałam, abyśmy pojechali na konie i jak zawsze zauważyłam grymas na jego twarzy. Jednak po chwili namysłu się zgodził. Zaprosiłam go do środka, w biegu dałam mu buziaka w usta i poszłam się szykować na jazdę konną. Wszystkie moje ciuchy i sprzęty włożyłam do plecaka. Powiedziałam, że możemy już jechać. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Na miejscu byliśmy po 30 minutach drogi. Pobiegłam do szatni się przebrać. Po tej czynności poszłam wykupić lekcję. Już po chwili byłam w stajni i wyprowadzałam Piratkę, która była chyba najbardziej upartym koniem w stajni. Podobna do mnie.

Nathan w tym czasie czekał na mnie na ławce. Po dwóch godzinach galopu, którego bardzo mi brakowało, wróciłam do mojego chłopaka i szczęśliwi pojechaliśmy do domu.


/Mari


CZYTASZ=KOMENTUJESZ