Oczami Kathy
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Jak ja nienawidzę, gdy ktoś
przerywa mi sen! Wściekła poszłam w kierunku wejścia.
- Cześć, księżniczko! - powiedział Nathan i pocałował mnie w
policzek.
Wielki uśmiech od razu zagościł na mojej twarzy.
- Hejka, nie wiedziałam, że przyjdziesz.
- A mam sobie iść?
- Nie, nie o to mi chodzi. Fajnie, że przyszedłeś.
- Coś ty taka zaspana? - zapytał, gdy weszliśmy do salonu.
- Obudziłeś mnie królewiczu.
- Przepraszam, damo mego serca! Nigdy sobie tego nie wybaczę!
Oboje wybuchliśmy śmiechem, ale chwilę radości przerwał
dzwonek mojego telefonu.
- Zaraz przyjdę - powiedziałam do Natha i wyciągnęłam telefon
z torebki, która leżała pod stołem. Gdy zobaczyłam, że to Hannah, pobiegłam po
schodach do pokoju, aby Nath nie usłyszał rozmowy, gdyż nie wiedziałam o czym
ona będzie.
- Hejka! - powiedziałam po odebraniu połączenia.
- No cześć! Jesteście zajęte dzisiaj wieczorem? - zapytała
Han.
- Yyy…raczej nie, a co?
- Bo chciałam się odwdzięczyć za imprezę i Louis pozwolił mi
was zaprosić do domu.
- On też będzie? - zapytałam zmartwiona, po prostu nie
lubiłam debila.
- Nie wiem, podobno ma gdzieś jechać, ale z nim to nigdy nic
nie wiadomo.
- Okey, ale proszę, nie załatwiaj alkoholu, bo wiesz jak to
ze mną jest. Jeszcze wylądujemy na drugim końcu kraju.
- Możecie zanocować tutaj, jest przecież miejsce.
- Stoi - powiedziałam zadowolona, że nie będę nudziła się
wieczorem i szybko pożegnałam się z Hannah.
Już chciałam wybierać ciuchy na wieczór, gdy przypomniałam
sobie o chłopaku, czekającym na dole.
- Sorry, że musiałeś tak długo czekać - powiedziałam,
zbiegając po schodach.
- Nie szkodzi. Wyjdziemy gdzieś dzisiaj wieczorem?
- No…yyy…ja, ten…muszę iść do pracy - wypaliłam, nie myśląc dokładnie nad tymi słowami.
- Ty pracujesz? Dlaczego nic nie powiedziałaś?
- No bo nie chciałam żeby ktoś się dowiedział - powiedziałam
pierwsze, co mi przyszło do głowy.
- A co to za praca?
No to wpadłam! Po jaką cholerę mówiłam mu o pracy?! Mogłam
powiedzieć, że źle się czuje, a nie wymyślam jakieś denne historyjki.
- W kawiarni - odpowiedziałam i przygryzłam wargę, oby nie
zauważył zdenerwowania, bo będzie po mnie.
- Jakiej i gdzie?
- Czy to jest przesłuchanie?
- Nie, chcę cię odwiedzić i przy okazji mogę cię podwieźć,
chyba że to gdzieś w pobliżu.
- Ale tam nie można zapraszać znajomych - powiedziałam już
zmęczona tą sytuacją.
- No to możemy udawać, że się nie znamy.
- Nathan, ja nie chcę mieć kłopotów w pracy już w pierwszym
tygodniu!
- Dobrze, nie denerwuj się - powiedział chłopak i podszedł do
mnie. - Czemu jesteś taka zdenerwowana?
Wiedziałam kurwa, że zauważy! Jak czegoś nie wymyślę, to
wszystko się wyda i znowu się pokłócimy.
- Miałam ciężki dzień, nic ważnego.
- Już jestem! - usłyszałam krzyk Emily. - Kathy, czy możesz
mi powiedzieć, co to miało być z tym Louisem?! Od kiedy wy chodzicie?! -
krzyczała idąc przez korytarz, jaka szkoda, że nie wiedziała o wizycie Natha.
- Jakim Louisem? Kto z kim chodzi? - pytał zaskoczony Nathan.
- Nie, nie, nic. Emily żartuje sobie, prawda kochana? -
powiedziałam, patrząc błagalnym wzrokiem na Em.
- Co? Ja nie żartowałam! Odpowiedz mi o twoim nowym chłopaku!
- Ale ja nie mam nowego chłopaka! - wydarłam się.
- Czy ktoś mi powie, o co chodzi? - zapytał mój prawdziwy chłopak.
- Zostaw nas same - powiedziałam do Natha.
- Najpierw powiedz o co chodzi! - krzyknął.
- Nic ważnego! - wydarłam się.
- Twoja przyjaciółka mówi, że masz innego chłopaka, a ty do
mnie nic ważnego?! Jak dla mnie to jest ważne, bo cię kocham, ale ty chyba mnie
już nie - powiedział smutny i poszedł w kierunku wyjścia.
- Nath, poczekaj! To nie tak jak myślisz! - krzyczałam,
biegnąc za chłopakiem.
- A niby jak?! Zostaw mnie w spokoju - powiedział otwierając
drzwi. - A właśnie, ty nie pracujesz tylko idziesz się spotkać z tym
chłopakiem, prawda?
Stałam wpatrując się w podłogę i nic nie mówiłam.
- Wiedziałem - powiedział Nathan i wyszedł trzaskając
drzwiami.
Wściekła poszłam obmyć sobie twarz, żeby się trochę ogarnąć.
- Kathy! - krzyknęła Emily i wtedy przypomniałam sobie, że
jestem na nią zła.
- Czego chcesz?! - wydarłam się, wchodząc do kuchni, gdzie
przebywała Em.
- Sprawdzałam, czy jesteś w domu - powiedziała spokojnie. -
Czy teraz będziesz tak łaskawa i wyjaśnisz, o co chodziło z Louisem?!
- No już ci kurwa mówiłam! My nie chodzimy, on to wymyślił,
pewnie żeby mnie wkurzyć! - krzyczałam wymachując rękami.
- I to mu się udało, uspokój się już. Czasu już nie cofniesz.
- Racja. A właśnie, idziemy dziś wieczorem do Han.
- Co? Przecież ona mieszka z Louisem!
- No wiem, ale go podobno nie ma być w domu, więc ma chatę
wolną.
- Pójdę, pod warunkiem, że się nie upijesz.
- Spoczko, zostajemy na noc, więc mogę pić - powiedziałam
zadowolona.
- Na noc? Przecież my nie znamy dobrze tej Hannah! I to
jeszcze w domu Louisa Tomlinsona!
- Nie marudź tak! Idziemy się zabawić, a nie martwić, czy nas
nie pozabijają. Wyluzuj trochę, Em.
- No dobrze, ale jak coś się stanie…
- Nic się nie stanie - przerwałam przyjaciółce w połowie
zdania. - A teraz trzeba się spakować!
- No to się pospieszmy, bo z twoim tempem do jutra nie zdążymy.
- Hahah, bardzo śmieszne. Ty nie lepsza!
- Koniec kłótni! Już do pokoju! - krzyknęła Em i każda poszła
się szykować.
Weszłam do pokoju i od razu otworzyłam szafę.
- Hmm, co ja mam ubrać? - powiedziałam sama do siebie.
Po chwili zdecydowałam, że ubiorę się w strój codzienny,
wezmę ze sobą coś do spania i jakieś ciuchy na następny dzień. Zadowolona z
mojej pomysłowości zaczęłam grzebać w szafie. Wybrałam ten zestaw na wyjście:
Najpierw postanowiłam, że wezmę prysznic. Umyłam ciało i włosy, i po wysuszeniu, ubrałam się we wcześniej przygotowany strój. Zrobiłam delikatny makijaż, rozczesałam włosy i zaczęłam pakować ubrania oraz kosmetyki.
- Wow! Normalnie nie wierzę! Wyszykowałam się w godzinę! -
wykrzyczałam zadowolona z nowego rekordu.
- Czego ty się tak drzesz?! - krzyknęła Emily, która weszła
właśnie do mojego pokoju.
- Jestem już gotowa. Czy ty to rozumiesz? Godzina mi
starczyła!
- Hahah, normalnie rekord. Ja spakuję ciuchy i też będę
gotowa. Na którą jedziemy?
- Nie umawiałyśmy się. A która jest godzina, bo jeszcze nie
miałam okazji, żeby sprawdzić.
- Ymm, 6:30 - powiedziała Em, wyciągając telefon z kieszeni.
- No to pojedziemy na 7:00. Zaraz napiszę do Hannah.
I jak postanowiłam, tak zrobiłam.
„Hej, będziemy o 7:00 ;)”
„Ok, czekam ;D”
- Emily! Zostało ci pięć minut! - krzyknęłam.
- Już schodzę!
Zamówiłyśmy taksówkę, która już po chwili była pod naszym
domem. Wsiadłyśmy i pojechałyśmy do domu Louisa. Na miejscu byłyśmy
punktualnie, z czego bardzo się cieszyłam, bo ja nie lubię się spóźniać.
Zapłaciłam kierowcy i z Em poszłyśmy pod duży dom. Furtka była otwarta, więc
weszłyśmy i zadzwoniłyśmy dzwonkiem.
- Heee… - nie dokończyłam, gdyż moje oczy ujrzały stojącego w
drzwiach Louisa.
- No witam - powiedział uśmiechając się głupio.
- Miało cię nie być - wypaliłam od razu.
- Ale jak widzisz, specjalnie dla ciebie zostałem.
Już chciałam mu walnąć w twarz, ale stwierdziłam, że lepiej
nie zaczynać bójki.
- To może wejdziecie, Hannah na was czeka - powiedział i
zrobił nam miejsce w drzwiach.
Emily weszła pierwsza, a ja za nią. Oczywiście wchodząc
musiałam szturchnąć Louisa, bo bym normalnie nie wytrzymała. On szybko chwycił
moje nadgarstki i przyciągnął mnie do siebie.
- Bądź tak dobra i nie zaczepiaj się dziewczynko - powiedział
przez zaciśnięte zęby.
Uśmiechnęłam się do niego, jednym z najpiękniejszych
uśmiechów, a on nie wiedział, o co mi chodzi, przy okazji poluźnił też ucisk na
nadgarstkach. Wykorzystałam ten moment i przywaliłam mu pięścią w nos. Po
chwili na podłogę zaczęły kapać czerwone kropelki. Wściekły chłopak chciał mi
oddać, ale szybko się odsunęłam, przez
co Louis przywalił pięścią w ścianę. Zasyczał z bólu i wtedy przybiegły
Hannah i Emily.
- To było do przewidzenia - powiedział Em, kręcąc głową.
- Ty pobiłaś Louisa?! - wykrzyknęła zaskoczona Han.
- Jeszcze nie wiesz, na co ją stać - powiedziała Emily.
- Emily, ty się zajmij Kathy, a ja Lou - zarządziła Han.
- Ale mną nie trzeba się zajmować! - krzyknęłam jak obrażone
dziecko.
- Po prostu idźcie do salonu, włączcie sobie telewizor, a ja
się zajmę nosem Louisa, okey?
- Dobra, Kathy chodź, zanim wyrządzisz kolejne straty -
powiedziała Em i razem poszłyśmy w kierunku salonu.
Włączyłyśmy kanał muzyczny, akurat leciały piosenki, które
znałam, dlatego zaczęłam śpiewać.
- Nie piej tak ,bo uszy bolą - usłyszałam głos Louisa.
- O, książę już się lepiej czuje? - zadrwiłam.
- Jeszcze za to oberwiesz suko.
- Hahah, w twoich snach - powiedziałam i wystawiłam język w
jego kierunku.
- Dziwka jebana.
- No sorry, ale ja nie sypiam z pierwszym lepszym, jak ty.
Tylko w twoim przypadku są pierwsze lepsze, chyba że jesteś gejem.
- Uważaj na słowa idiotko.
- Spokojnie, będę ich pilnować. Krzywda im się nie stanie, a
jak coś nie pasuje, to sam na nie uważaj.
- Trzymajcie mnie, bo zaraz podejdę do niej i tak jej wpierdolę,
że starzy jej nie poznają! - krzyknął Lou.
- Hej, przestańcie się w końcu kłócić, bo do jutra nie
dożyjemy! - krzyknęła Hannah.
- Właśnie, zachowujecie się jak dzieci - dodała Emily.
- A co mam poradzić na to, że ta suka mnie wkurwia! - wydarł
się dupek Tomlinson.
- Coś ci kurwa nie pasuje?! - odpowiedziałam.
- Stop! Zamknijcie w końcu te swoje rąbnięte mordy, bo nie
ręczę za siebie! - teraz Em podniosła głos.
- Emily, spokojnie. Nie denerwuj się - powiedziałam łagodnym
tonem.
- Bo ci się zmarszczki zrobią - dodał Louis.
- O, jacy zgodni nagle - powiedziała zdziwiona Han. - Skoro
już się nie zabijacie, ja i Em pójdziemy zrobić kolacje, a wy wybierzecie jakiś
fajny film i wymyślicie, co będziemy jeszcze robić, zrozumiano?
- Tak jest, szefowo! - krzyknęliśmy z Louisem w tym samym
momencie.
- Dobra, bez szaleństw! - dodała Em, gdy szła z Han w
kierunku kuchni.
- No, to jaki film oglądamy? - zapytałam.
- Nie wiem, komedię?
- Nieee, no chyba, że jakąś dobrą.
- Okey, rezygnujemy z komedii. To w takim razie, co by pani
chciała oglądać, hm?
- Może… horror?
- Dobra, ale jaki?
- No obojętnie, ja najbardziej lubię „ Martwe zło”.
- Nie oglądałem.
- W takim razie musisz obejrzeć. To jest super! Ale Em się
będzie bała - dodałam przypominając sobie, że moja przyjaciółka boi się
horrorów.
- Han też, trudno, jakoś wytrzymają.
- No to postanowione, a co będziemy robić później? - zapytał Lou.
- Grać w wyzwania! - wydarłam się tak, że Louis zatkał sobie
uszy.
- Głośniej nie można było?!
- Oj, no przepraszam. Nie chciałam - powiedziałam i zrobiłam
minkę smutnego pieska.
- Nic się nie stało - powiedział Lou, a jego policzki zrobiły
się trochę czerwone.
- Ojejku, ktoś tu się zaczerwienił - powiedziałam śmiejąc
się.
- Wcale nie! Po prostu mi gorąco - bronił się Louis.
- Yhm, czekaj, bo uwierzę. To gramy w te wyzwania? -
zapytałam z nadzieją.
- Niech ci będzie, ale nie wracajmy już do tematu.
- Hahah, no dobra.
- I co, nic sobie nie zrobiliście? - powiedziała ze śmiechem
Hannah, wchodząc do salonu.
- No co ty? My? - powiedziałam i oboje z Louisem parsknęliśmy
śmiechem.
- Wymyśliliście już coś? - tym razem zapytała Emily.
- Tak, wszystko jest już ustalone - powiedział Lou.
- To najpierw film? - zapytała Han.
- Yhm, to będzie bardzo fajny film - powiedziałam z uśmiechem.
- To teraz tak: Kathy przynieś kolację, Louis zrób popcorn,
Emily załatw jakieś koce i poduszki, a ja włączę film - powiedziała Han i każdy
poszedł wypełnić zadanie.
Po chwili siedzieliśmy na kanapie pod kocami, obżeraliśmy się
i oglądaliśmy film. Oczywiście Emily i Hannah cholernie się bały, w
przeciwieństwie do mnie i Louisa. Ja i Lou śmialiśmy się z każdego słowa,
każdej osoby i ogólnie wszystkiego.
- Hahah, przecięła sobie język! - śmiałam się.
- Hahah, patrz teraz! Wbiła mu nóż w serce! - krzyknął Louis
i w tym momencie Han i Em zakryły twarze poduszkami, a ja z Louisem tarzaliśmy
się ze śmiechu po podłodze.
- Wreszcie się skończył! - krzyknęła zadowolona Han, gdy na
ekranie pojawiły się napisy końcowe.
- Szkoda - mruknął Lou. - To teraz w wyzwania. Idę po coś do
picia, co chcecie?
- Ja chcę sok - powiedziała Em.
- Sok? Em przecież nie będziesz prowadziła samochodu.
Spokojnie możesz się upić. Ja zdaję się na ciebie, Lou - powiedziałam.
- Okey, zaraz będę - i już go nie było.
- No to my chodźmy przebrać się w piżamy, bo potem nie będzie
na to okazji - postanowiła Emily.
- Dobra - powiedziałam i poszłam po moją torbę.
Wyjęłam z niej kosmetyczkę i ciuchy do spania, i poszłam do
łazienki.
Umyłam zęby, związałam włosy w luźnego warkocza na bok i wyszłam z łazienki.
- No ile można siedzieć w łazience?! - krzyknął Lou.
Spojrzałam na niego minką smutnego pieska, a on w tym
momencie odwrócił głowę.
- Hahah, teraz mam na ciebie haka - powiedziałam wywalając
język.
Gdy wszyscy byli już przebrani i gotowi, usiedliśmy na
podłodze i się zaczęło.
Pierwsza była Emily.
- Hm, zrób sobie zdjęcie z miską na głowie i wstaw to na
facebooka - powiedziała Hannah.
Po chwili zdjęcie Emily z miską na głowie wylądowało w sieci.
Następna byłam ja.
- Zadzwoń do twojego chłopaka i powiedz mu, że z nim zrywasz
- powiedział z cwanym uśmiechem Louis.
- Ej, no weź! Ja się z nim pokłóciłam i jeszcze mam z nim
zerwać?!
- Tak, sama chciałaś w to grać. Przecież potem możesz mu
powiedzieć, że to był żart - upierał się Lou.
- No dobra, a muszę dzwonić czy mam wysłać sms?
- Dzwoń - powiedzieli wszyscy chórem.
-Halo? Hej Nath! - powiedziałam na przywitanie.
- Po co dzwonisz, źle się bawisz z nowym chłopakiem?
- Już ci mówiłam, że to nie jest mój chłopak!
- No to niby kto?
- Zwykły kolega, do jasnej cholery!
- Nie wierzę.
- Trudno, z nami koniec - powiedziałam i rozłączyłam się.
- Brawo, Kathy! - krzyknął Lou. - Nie wiedziałem, że aż tak
dobrze to odegrasz.
- Yhm, ja też - powiedziałam zła. - Gramy dalej?
Potem kolej wypadła na Han.
- Wstaw na YouTube filmik, w którym mówisz, że lubisz małe
dzieci - powiedziałam bez zastanowienia.
- Osz ty! Jeszcze mi za to zapłacisz - powiedziała i zaczęła
nagrywać filmik.
- Hahah, dzięki mnie zdobędziesz sławę! - krzyknęłam.
- Tak, tylko szkoda, że wśród pedofili! - wydarła się i wtedy
wszyscy zaczęli się śmiać.
No i potem był Louis. Trzeba było wykorzystać okazję.
Uzgodniłyśmy wszystko z dziewczynami i wtedy powiedziałam:
- Ubierzesz jaskraworóżowy płaszcz Han, jej różowe okulary
przeciwsłoneczne w serduszka, różowe szpilki i czarne świecące legginsy. I w
takim stroju będziesz się przechadzał po okolicy przez co najmniej pięć minut -
zarządziłam.
- Czy was pojebało?! - krzyknął wkurzony.
- Nas? Gdzieżby, przecież to są wyzwania, ja tez musiałam
zrywać z chłopakiem, bo tobie się tak zachciało - powiedziałam.
Po chwili Lou był już ubrany i gotowy do wyjścia.
- Nawet dobrze ci idzie na szpileczkach - zaśmiałam się z
chłopaka.
On wystawił tylko środkowy palec w moim kierunku i wyszedł z
domu. Na jego nieszczęście, a moje szczęście, akurat zaczął padać deszcz. Po
pięciu minutach do domu wrócił mokry i różowy Lou.
- Zabiję was! - krzyknął nieźle wkurwiony szatyn.
- Naprawdę, przerażające są te twoje groźby - powiedziałam ze
śmiechem. - A teraz idź się przebierz. Czekamy w salonie.
Siedziałyśmy z dziewczynami w salonie i jeszcze śmiałyśmy się
z różowego Louisa Tomlinsona, gdy nagle usłyszałyśmy burzę. Po chwili zgasło
też światło.
- Boję się ciemności - pisnęła Hannah.
- Co jest? - zapytał Lou, gdy wszedł do pokoju.
- Nie ma prądu - odpowiedziała Emily.
- Ale kończymy zabawę, co nie? - zapytał chłopak.
- Spoko - odpowiedziałam. - Tylko skombinujcie jakieś
świeczki.
Po chwili siedzieliśmy już w kręgu przy świeczkach. Akurat
wypadło na Han.
- A więc droga Hannah, musisz zejść do piwnicy, zabrać
stamtąd jakąś rzecz, na dowód, że tam byłaś. Ale bez świeczki - powiedziała Em.
- Oj, nie możesz czegoś innego? - błagała Han.
- Nie, dalej idź. Im szybciej tym lepiej.
Po chwili do salonu wbiegła przerażona Hannah z kawałkiem
drewna.
- Tam coś było! - krzyknęła.
- Gdzie? - zapytał Lou.
- No w piwnicy! Sami zobaczcie!
Zdziwieni zeszliśmy po schodach do piwnicy.
- Przecież to tylko kot! - powiedział Lou i zaczął się śmiać.
- Ojejku, no skąd miałam wiedzieć, skoro nie miałam przy
sobie nawet głupiej świeczki.
- Dobra chodźmy stąd, bo tu jest zimno - pisnęła Em.
I teraz wypadło na mnie, niestety.
- Odnosząc się już do spania, śpisz dzisiaj z Louisem -
powiedziała Han.
- Co?! Ja z nim nie będę spała!
- Musisz, to jest twoje zadanie - uparła się Han.
- No weź się zlituj! - tym razem powiedział Lou.
- Właśnie - poparłam chłopaka.
- Nie ma odwrotu. Śpicie razem, w jednym pokoju, zrozumiano?
- Jeszcze ci się oberwie - powiedziałam zła na dziewczynę.
- No to skoro wszyscy są już zadowoleni, chodźmy spać -
postanowiła Em.
- Ja chcę jeszcze trochę wypić - powiedziałam nadal wkurzona.
- To ja pójdę już do pokoju. Czekam kotku - powiedział Lou, a
ja nawet w tym świetle widziałam jego cwany uśmiech i błysk w oczach.
Gdy Lou poszedł do pokoju, zawołałam dziewczyny.
- Chodźcie, coś wam pokażę.
- Co tam masz? - zapytała Emily.
- Zdjęcia różowiutkiego Louiska - powiedziałam i wybuchłam
śmiechem. - Wstawiamy na facebooka?
- Jasne! Ale ty masz dzisiaj z nim spać, dlatego dla twojego
bezpieczeństwa wstaw te zdjęcia jutro - powiedziała Han.
- Dobra, to ja już idę spać - powiedziałam i poszłam w
kierunku sypialni Louisa.
- Witam księżniczkę - powiedział Lou, gdy weszłam do pokoju.
- Zamknij się.
- Nie tym tonem.
- No to jakim? Nie będziesz mi mówił jakim tonem mam mówić!
- No dobra, nie chce mi się teraz z tobą kłócić, wskakuj.
- Chyba cię teraz jebie - powiedziałam, stukając palcem w
czoło.
- No, tam masz.
- Pieprz się - wystawiłam środkowy palec.
- Wolisz spać na podłodze?
- Lepsze to, niż spanie z tobą.
- Jak sobie chcesz, za chwilę będziesz błagać żebym pozwolił
ci spać na łóżku - wymądrzał się szatyn.
- Ta, no fajnie. Dobranoc, jak najgorszych snów, kotku.
Po tych słowach podeszłam do jego łóżka, wzięłam poduszkę, po
czym położyłam ją na podłodze.
- Co ty robisz z tą poduszką? - zapytał Louis.
- Będę na niej spała? - odpowiedziałam pytaniem.
- Aha.
Prychnęłam na jego jakże wartościową wypowiedź i położyłam
się na podłodze.
Nie było mi niewygodnie. Przyzwyczaiłam się już do tego. Po
chwili moje powieki zaczęły opadać.
- Kathy - usłyszałam kogoś szept, ale nie miałam siły
sprawdzić do kogo należy głos.
Zasnęłam…
Jest oto nowy rozdział!!! Jeszcze raz bardzo przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy i nie mamy zbyt dobrych informacji. Wystąpiły drobne problemy techniczne i z tego powodu nie wiemy, kiedy dodamy nowy rozdział :( Oczywiście postaramy się to zrobić jak najszybciej ;)


20 year-old Account Coordinator Margit Kleinfeld, hailing from Kelowna enjoys watching movies like Princess and the Pony and Slacklining. Took a trip to Gondwana Rainforests of Australia and drives a Jaguar D-Type. kliknij tu teraz
OdpowiedzUsuń